Zaczytana Madusia: „Cudze dziecko” Daniel Hurst – recenzja przedpremierowa
Jako bezdzietna lambadziara niekoniecznie dobrze odnajduję się w tematach dziecięcych, aczkolwiek nie przeszkadza mi to w sięgnięciu czasem po książkę, w której wątek rodzicielski ma duże znaczenie. Szczególnie jeśli jest to historia, w której od razu poznaję bohaterów w roli rodziców, a tak właśnie jest w przypadku najnowszej powieści Daniela Hursta „Cudze dziecko”, na recenzję której zapraszam!

Dwie kobiety, dwie skrajnie różne sytuacje, dwóch malutkich chłopców i jedna sala szpitalna, na której ich losy splatają się nie po raz pierwszy. Demony przeszłości potrafią niejednemu namieszać w głowie, a co dopiero kobiecie przeżywającej cud narodzin, który niekoniecznie zmieni jej życie na lepsze. „Cudze dziecko” to niezwykle duszna opowieść o zakamarkach ludzkiej psychiki, zaskakujących nawet w sposób zupełnie nieoczekiwany.
Macierzyństwo dla Jade nie jest spełnieniem marzeń, tylko kwestią komplikującą jej już i tak ciężkie życie. Dojmująca samotność, brak odpowiednich warunków mieszkalnych i ciągły niedobór pieniędzy powodują, że kobieta cały czas się waha, czy powinna zatrzymać dziecko czy też oddać je do adopcji. W ponurych rozmyślaniach nie pomaga jej na pewno trauma poprzednich lat, gdy chęć zdobycia wymarzonej pracy zamieniła się w największy koszmar z powodu niespodziewanego konfliktu z kobietą przeprowadzającą rekrutację. Kiedy Jade zarzuciła jej niesprawiedliwe podejście i złożyła na nią skargę, tamta postanowiła ją zniszczyć. I teraz, na sali porodowej, gdy bóle i skurcze ledwie pozwalają jej myśleć logicznie, na sąsiednim łóżku zauważa tę właśnie kobietę – Avril. I ona także szykuje się do porodu, aczkolwiek mając u swojego boku kochanego i zaangażowanego mężczyznę. On również nie jest przypadkową postacią.
Wydawać by się mogło, że Avril, odnosząca sukcesy jako szefowa marketingu w jednej z największych firm kosmetycznych, ma w swoim życiu wszystko. Piękny dom, kochającego męża, niezależność finansową, jedyną trudność przysporzyło jej poczęcie dziecka, ale koniec końców się udało. I teraz, korzystając z okazji, postanawia zmienić całe swoje życie, odejść z pracy, która ją psychicznie wykańczała i sprawiała, że stawała się złym człowiekiem. Tylko pytanie czy to aby na pewno wina samej pracy czy jej charakteru, o którego mrocznej stronie przekonała się Jade na własnej skórze, gdy kobieta postanowiła odebrać jej marzenia (wiem, brzmi górnolotnie, ale ten wyświechtany zwrot doskonale oddaje to, co się wydarzyło).
I nagle, na sali porodowej, los znów łączy ze sobą te dwie kobiety, dając Jade niepowtarzalną okazję do prawdziwej zemsty – i to takiej, która dotknie Avril najmocniej. Zamiana noworodków uruchomi prawdziwą lawinę niespodziewanych konsekwencji, z którymi przyjdzie się mierzyć każdej z kobiet, a zakończenia tej sytuacji nie sposób się domyślić. Przyznaję się, że mnie zaskoczyło!
Mam jednak problem z tą historią, jest dla mnie absolutnie niewiarygodna, co niestety często odbierało mi radość z lektury. Na pewno mocną stroną powieści jest jej warstwa psychologiczna, aż dziw bierze, że pisał to mężczyzna, tak doskonale oddając niuanse kobiecej psychiki. Zdecydowanie najciekawsze są motywacje obu kobiet, aczkolwiek niektóre ich zachowania mocno mnie raziły. Myślę, że ta historia o wiele lepiej nadaje się na film niż na książkę, aczkolwiek nie był to, mimo wszystko, stracony czas przeznaczony na jej przeczytanie. Zwroty akcji i momentami naprawdę dynamiczna akcja sprawiły, że jej nie odłożyłam w połowie. A gdybym tak zrobiła, to byłabym zła na siebie, że ominęło mnie tak pokręcone zakończenie.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Filia Mroczna Strona/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



