Zaczytana Madusia: „Głowa do góry, cycki do przodu!” Gabriela Gargaś – recenzja
Z wiekiem moja czytelnicza intuicja wykształciła się na tyle, że po opisie książki jestem w stanie stwierdzić, czy mi się spodoba. I nie chodzi tutaj o ulubione gatunki, bo w ich przypadku większość pozycji biorę w ciemno, ale o takie, których na co dzień raczej nie czytam. Takim właśnie przypadkiem jest najnowsza książka Gabrieli Gargaś „Głowa do góry, cycki do przodu!”, która trafiła do mnie w najlepszym możliwym czasie. I przepadłam od pierwszej strony, a dziś tym zachwytem chcę się podzielić w poniższej recenzji. Zapraszam do czytania!

Twórczość Gabrieli Gargaś obserwuję od dawna, aczkolwiek z niewieloma jej książkami zapoznałam się bliżej. Podświadomie czułam jednak, że „Głowa do góry, cycki do przodu” są tą pozycją, którą koniecznie muszę poznać. Przysiadłam nad nią we wtorkowe popołudnie z myślą, że przeczytam kilka rozdziałów i zobaczę z czym to się w ogóle je. Nie spodziewałam się jednak, że pochłonie mnie tak bardzo, że przeczytam ją w całości (aczkolwiek nie jest to obszerna pozycja, ledwo ponad trzysta stron), śmiejąc się i płacząc na zmianę.
„Głowa do góry, cycki do przodu” bardziej niż książkę przypomina szczerą rozmowę z najlepszą przyjaciółką, taką prawdziwą od serducha. W krótkich felietonach otrzymujemy całą paletę problemów i emocji, z którymi obecnie borykają się kobiety, dlatego najczęstszą myślą w trakcie lektury jest „mam DOKŁADNIE tak samo!”. Autorka odczarowuje ciągle jeszcze pokutujące mity kobiety-bohaterki, matki polki czy samowystarczającej kobiety sukcesu, która ogarnia absolutnie wszystko. Skupia się także na tej przejmującej niewidzialności kobiet, które starają się dawać z siebie wszystko, a mimo to są niewidzialne, a ich problemy niezauważalne.
Gabriela Gargaś mówi nam jasno, że nie jesteśmy same w naszych problemach. To, że ktoś na swoich social mediach pokazuje perfekcyjnie wymuskane kadry nie oznacza, że w rzeczywistości jest dokładnie tak samo. Często zapominamy, że fotografia to zatrzymana w czasie tylko jedna chwila, idealnie dopieszczona, która najczęściej niewiele ma wspólnego z tym, co się dzieje poza obiektywem aparatu. I dlatego dobrze, że coraz częściej na socialach ludzie chcą pokazywać swoją rzeczywistość bez upiększania, chociaż różnie się to kończy. Mam koleżankę, która notorycznie jest wyklinana jako wyrodna matka, bo na jej relacjach widać rozłożone pranie, brudne naczynia w zlewie czy piętrzące się wszędzie zabawki. No bo JAK można żyć w takim brudzie? Najnormalniej w świecie, jeśli akurat nie czujesz się na siłach, by cokolwiek z tego zrobić, to tego po prostu nie robisz. A nie, że wypada, że trzeba, że powinno się – jak sama słyszę te zwroty, to aż mnie skręca, bo wcale tak nie jest. Jeśli w danym momencie nie mam na to siły, to po prostu tego nie robić. Nic z tych rzeczy nie ucieknie (a szkoda ;p), więc spokojnie może poczekać, aż sama odpocznę, ewentualnie zacznie mnie to irytować na tyle, że będę się musiała tego pozbyć.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że książka razi swoją banalnością, ale absolutnie tak nie jest. To naprawdę ważne, żeby podkreślać, że mamy prawo do gorszego dnia, mamy prawo położyć się na ziemi i nie robić nic, kiedy świat zacznie nas przytłaczać. Ważne jest tylko, by w końcu wstać, poprawić koronę na głowie i lecieć dalej. Nie musimy być perfekcyjne, bo ktoś od nas tego wymaga, najważniejsze, żebyśmy były sobą. I zrozumiały, że nigdy nie będziemy szły same, a że w swoim problemach nie jesteśmy wyjątkowe – serio, nawet jeśli myślimy, że tylko my tak mamy, to nie możemy się bardziej mylić. To, że ktoś o tym nie mówi albo nie pokazuje, to nie znaczy, że nie przechodzi tego samego.
Ważna jest komunikacja, ważne jest stawianie granic, nawet (a może i zwłaszcza) wtedy, gdy początkowo o tym zapomniałyśmy, starając się sprawiać wrażenie tych idealnych, łagodnych i cudownych kobiet znanych tylko z książek czy filmów. Gabriela Gargaś walczy ze stereotypami, aczkolwiek prawdą jest, że w niektóre schematy same się wpasowujemy myśląc, że tak będzie łatwiej/lepiej/przyjemniej. Tylko wtedy zatracamy część siebie, którą później ciężko jest odnaleźć ponownie.
„Głowa do góry, cycki do przodu” to książka, która w najpełniejszy sposób udowadnia, że nie jesteśmy same. Mamy prawo błądzić, mamy prawo wątpić, mamy prawo się wahać, a nade wszystko mamy prawo być sobą. I to, że czasem płaczemy w łazience, bo mamy gorszy dzień, też jest normalne. A kiedy mamy ochotę zjeść sześć jajek sadzonych o północy, to zjedzmy te jajka, bo tak właśnie nam się chce!
Nie spodziewałam się, że lektura tej książki będzie dla mnie tak wielkim przeżyciem. „Głowa do góry, cycki do przodu” trafiły do mnie w najlepszym możliwym momencie, kiedy nawet nie wiedziałam, jak bardzo potrzebuję dokładnie takiej książki. I chociaż Gabriela Gargaś nie odkrywa koła na nowo, to wszystkie historie robią piorunujące wrażenie, w czym na pewno spory udział ma niezwykle przystępny ton opowieści – lekki, gawędziarski, nie upiększający niczego na siłę. To książka od kobiety dla kobiet, mocno wpisująca się w popularny trend siostrzeństwa, ale takiego prawdziwego, nie tylko na pokaz (o którym też znajdziemy kilka gorzkich słów, jak to siostrzeństwo potrafi wyglądać w praktyce, gdy obiektywy są skierowane już w inną stronę). Uważam, że każda kobieta powinna sięgnąć po tę książkę, a jej tytuł ustanowić swoim życiowym motto. Pamiętajcie „głowa do góry, cycki do przodu” i jedziemy dalej! Innego życia nie mamy i mieć nie będziemy, więc trzeba to wykorzystać jak najlepiej. Nawet jeśli przez to obecnie rozumiemy leżenie w wyciągniętym swetrze pod kocem z kubkiem zimnej już herbaty, co właśnie uskuteczniam w trakcie pisania tej recenzji. Polecam z całego serduszka!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Luna/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.




