Książki

Zaczytana Madusia: „Schron” Marcel Moss – recenzja przedpremierowa

Teraz to już z górki będzie, bo druga połowa stycznia pod względem premierowym zapowiada się naprawdę obficie – także i u mnie! Prawdziwa kumulacja nastąpi w przyszłym tygodniu, także ciężko będzie wybrać jeden jedyny tytuł, który zasłuży na miano tego najciekawszego. Marcel Moss zaserwował w tym miesiącu trzecie spotkanie z komisarzem Samborem Malczewskim, aczkolwiek ja stykam się z nim po raz pierwszy, pytanie jednak czy ostatni?! Zapraszam na recenzję!

Nie lubię wchodzić w rozpoczętą historię, nie znając wcześniejszych doświadczeń głównego bohatera. Brakuje mi wtedy punktu odniesienia, nie wiem, co wpłynęło na jego obecne postępowanie ani też nie wiem jaki bagaż dźwiga, bo nie ukrywajmy – każdy książkowy komisarz takowy ma na swoich plecach. Raz większy, raz mniejszy, ale ma. Sambor Malczewski także, ale ciężko było mi jednoznacznie wydedukować, co wcześniej się z nim działo. Zwykle w przypadku kolejnych części perypetii bohatera jest to utrudnieniem, ale u Sambora jakoś nie dostarczało mi to niepotrzebnych bolączek. Aczkolwiek historia psa Terrora wyjątkowo mnie zaciekawiła i pewnie z jego powodu sięgnę po wcześniejszą „Polanę” i „Grotę”.

W „Schronie” historia rozwija się dwutorowo, a każda z tych perspektyw wydaje się być na wskroś przesiąknięta złem. Kiedy nad Runowem, małą wioską otoczoną Puszczą Gorzowską, szaleje potężna burza, mieszkańcy szeptem wymieniają pogłoski o słowiańskim „czarcim weselu”, kiedy to demony bawią się na niebie, zsyłając na ludzi obłęd i śmierć. I chociaż brzmi to jak bajania starej bajarki, to coś jest na rzeczy, bowiem dzień później komisarz Sambor Malczewski przeszukując las, natrafia w powojennym schronie na ludzkie szczątki. Szybko okazuje się, że to zaginiona przed dwudziestu laty rodzina Wilczków, a podejrzanym wydaje się być dobrze znany w okolicy Andrzej Robotnik, szczególnie że obecnie odsiaduje wyrok za zamordowanie własnej żony, syna i teściowej. Wydawać by się mogło, że sprawa szybko się rozwiąże, przynajmniej dopóki nie okaże się, że doszło do kolejnego brutalnego morderstwa. Runowo powoli jawi się jako siedlisko prawdziwego zła. Szczególnie, gdy pojawią się jeszcze trzęsący okolicą gangsterzy i umoczeni policjanci. Na brak nudy na pewno nie da się narzekać.

Jak na moje pierwsze spotkanie z Samborem, to przyznam się szczerze, że nie od razu wzbudził moją sympatię. Nie do końca rozumiem jego relacje z kobietami, szczególnie z Wroną, ale podejrzewam, że wcześniejsze dwie powieści rozjaśnią mi tą niewiadomą. Na pewno z całej historii wybija się jego fantastyczna relacja z psem Terrorem, co poczytuję sobie zdecydowanie za najwdzięczniejszy wątek, będący miłą odskocznią o makabrycznych momentów, którymi książka wyda się być przepełniona. Zupełnie nie znałam z tej strony Marcela Mossa, bo mimo iż spora część jego powieści jest za mną, to ta wysuwa się na bezapelacyjne prowadzenie w rankingu tych najbardziej brutalnych. Chwilami wydawało mi się, że sięgnęłam po książkę Maxa Czormnyja, który lubuje się w takich soczystych momentach.

Przyznam szczerze, że brutalność tej historii momentami odbierała mi przyjemność lektury, bo ile można czytać o okropieństwach czynionych z samej chęci czynienia zła. Zdaję sobie sprawę, że te podkreślenia służyły uwypukleniu cierpienia niektórych bohaterów, ale chwilami było tego za dużo. I zbyt szczegółowo, a do wrażliwych czytelników, mimo wszystko, nie należę. Takie epatowanie złem budzi mój wewnętrzny sprzeciw. I mocno wpływa też na mój odbiór książki, pomimo tego, że cała intryga jest naprawdę rozbudowana i wciągająca. Przeczytałam ją jednym tchem, ale przyjemne to nie było.

„Schron” to solidny kawał opowieści przepełnionej złem i targającej prawdziwym huraganem emocji. Trzeba tylko uważać, żeby to szalone „czarcie wesele” nie porwało nas zbyt mocno, bo po tej historii naprawdę można mieć koszmary. Nie polecam jej jako towarzysza samotnych wieczorów, ale w każdej innej roli sprawdzi się całkiem dobrze. Mimo tej całej makabry, wciągnęła mnie i wiem, że chcę poznać wcześniejsze dwie powieści o komisarzu Samborze. I psie Terrorze – w sumie to o nim najbardziej!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Filia Mroczna Strona/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *