Zaczytana Madusia: „Ostatnia zapałka” Marie Vareille – recenzja przedpremierowa
Są takie książki, które nie potrzebują wielkich słów. Powinno się je czytać na spokojnie, w ciszy, kiedy inni domownicy już śpią, żeby przypadkiem nas nie rozproszyli w trakcie lektury. „Ostatnia zapałka” wzbudziła moje zainteresowanie już samym tytułem, kojarząc się z ulubioną książką dzieciństwa, którą bezapelacyjnie była wtedy „Zapałka na zakręcie” Krystyny Siesickiej. I chociaż bardziej różnić się od siebie nie mogą, obie znalazły w moim serduszku swoje miejsce. Cóż takiego urzekło mnie w opowieści żyjącej od ponad dwudziestu lat w klasztornym odosobnieniu Abigaëlle? Zapraszam na recenzję!

„Ostatnia zapałka” należy do nielicznego grona książek, które mogłabym opisać jednym słowem: oczarowanie. To właśnie w nim kryje się cała paleta emocji towarzyszących mi w trakcie lektury, chociaż najczęściej nie były one pozytywne – ta stosunkowo krótka opowieść potrafi rozerwać serce na strzępy, zanurzyć nas w smutku, spalić do cna w ogniu gniewu i złości, kiedy taplamy się w niesprawiedliwościach tego świata. To książka, którą przeżywa się każdą komórką ciała, która rezonuje w nas na długo po jej zakończeniu. I chociaż uważam, że najlepiej czytać ją w ciszy wieczora, gdy wszyscy domownicy już śpią, to po jej odłożeniu czujemy się przygnębiająco samotni. Dobrze jest wtedy przytulić się do kogoś bliskiego, żeby poczuć, że jednak nie jesteśmy sami.
Oszczędną w słowach opowieść poznajemy z trzech perspektyw – zza bezpiecznych murów burgundzkiego klasztoru Abigaëlle snuje historię swojego brata Gabriela, skupiając się na na jego relacji z Zoé, kobietą, która niespodziewanie zaczęła odgrywać najważniejszą rolę w jego życiu. Za pośrednictwem fragmentów pisanego w dzieciństwie dziennika Abigaëlle dowiadujemy się o wydarzeniach z ich dzieciństwa, mających ogromne znaczenie dla ich dalszego rozwoju. To właśnie wtedy narodził się w dziewczynki niepokój o Gabriela i strach, że historia może się powtórzyć w kolejnym pokoleniu. Rodzeństwo bowiem przepełnione jest niepokojem i bolesnymi bliznami, pod którymi kryją się doświadczenia, których żadne dziecko nie powinno przeżywać. A troje na czworo powiela schematy znane z dzieciństwa. Troje na czworo. A Gabriel chciałby być tym czwartym. Tylko czasem chcieć to za mało., Zdecydowanie za mało.
Jednak to żadna z historii Abigaëlle nie wywarła na mnie tak przeraźliwie okrutnego wrażenia jak fragmenty spotykań odbywających się w gabinecie doktora Garniera, będącego psychiatrą. I chociaż moje prywatne wizyty wyglądają zupełnie inaczej, to doskonale rozumiem strach kobiety, która zdecydowała się na pierwszy kontakt, ten zawsze najtrudniejszy, będący pierwszym krokiem, a zarazem przyznaniem, że nie wszystko jest w porządku i potrzebujemy pomocy.
Troje na czworo.
Troje na czworo.
Fatum, los, przeznaczenie.
Troje na czworo.
„Myślę o całej miłości, jaka istnieje na świecie, o tych wszystkich, którzy wyciągają pomocną dłoń, chociaż nic ich do tego nie zmusza, o tych, którzy dają i nie oczekuję niczego w zamian, o tych, o których zapominamy, którzy nigdy nie zapiszą się na kartach podręczników do historii, ale którzy każdego dnia poprzez drobne gesty ratują odrobinę ludzkości.” – po tych słowach już tylko płaczę, a łzy zmazują kolejne słowa…
„Ostatnia zapałka” to książka, która sprawia, że chce się być lepszym człowiekiem każdego dnia. Czytajcie.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Znak Koncept / dziękuję za egzemplarz do recenzji.



