Zaczytana Madusia: „Wysokofunkcjonująca depresja. Pięć kroków ku zdrowiu” Dr Judith Joseph – recenzja
23.02. obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Pamiętajcie, że nie jesteście sami, a ważne informacje dotyczące wsparcia możecie znaleźć np. tu. Kiedy dostałam zaproszenie do recenzji pierwszej w Polsce książki dotyczącej wysokofunkcjonującej depresji, od razu wiedziałam, że to właśnie tego dnia ujrzy ona światło dzienne. Zapraszam!

Nie znoszę poradników, w których autorzy z poczuciem wyższości (często wyjątkowo słabo maskowanym) dzielą się z nami, maluczkimi, swoimi rewolucyjnymi rozwiązaniami, które najczęściej budzą w czytelniku wyrzuty sumienia, że czegoś nie robi/nie ogarnia, a to przecież tak proste, że wystarcza tylko kilka chwil poświęcenia… I łup, samoocena leci jeszcze niżej, mimo iż już wcześniej szorowała po dnie, a my dochodzimy do wniosku, że to jednak coś po naszej stronie jest nie tak. Serio, ja zawsze tak mam, dlatego praktycznie nie robię wyjątków dla przeróżnej maści poradników. Oprócz tego napisanego przez Dr Judith Joseph „Wysokofunkcjonująca depresja. Pięć kroków ku zdrowiu” – podświadomie czułam, że to może być coś dobrego.
I tak właśnie jest, chociaż osobiście bardzo żałuję, że książka ta nie zaistniała kilkanaście lat wcześniej, gdy sama zapadłam na tę chorobę. Jeśli podejrzewacie u siebie jakiekolwiek objawy depresji, to ta książka jest dla Was. Dr Joseph dzieli się z czytelnikami swoimi autorskimi testami (składającymi się z kilkunastu pytań z odpowiedziami tak/nie do wyrobu), pozwalającymi określić, czy i w jakim stopniu potrzebujemy pomocy. Wiadomo, że żadna książka nigdy nie zastąpi wizyty lekarskiej, ale „Wysokofunkcjonująca depresja” sprawi, że przeprowadzimy własną analizę swojego zachowania, na którą najczęściej nie mamy czasu albo po prostu nawet nie wiemy, jakie pytania sobie zadać.
Te tytułowe „pięć kroków ku zdrowiu” wydaje się brzmieć jak prosta recepta służąca szybkiemu rozwiązaniu problemu, ale zupełnie tak nie jest, każdy z punktów wymaga sporo pracy ze samym sobą, co zawsze jest najtrudniejsze. A szczególnie, gdy faktycznie cierpi się na depresję, bowiem wówczas wszystko wydaje się nas przerastać, nawet jeśli na pozór funkcjonujemy normalnie. Na użytek właśnie tej niewidocznej na pierwszy rzut oka depresji, autorka uknuła tytułowe określenie – nie każdy bowiem epizod choroby musi się odznaczać brakiem siły, ciągłym płaczem czy niemocą związaną z podniesieniem się łóżka. Sama jestem tego dobrym przykładem, chociaż nie ukrywam, że u mnie ciągle sporą rolę w leczeniu odgrywa farmakologia, która często okazuje się niezbędna dla odzyskania równowagi. W moim przypadku dodatkowo depresja mocno łączy się z „syndromem oszusta”, mocno utrudniającym mi codzienne funkcjonowanie, co sprawia, że często wpadam we własny kołowrotek myśli, z którego ciężko jest wyskoczyć i dać sobie czas na odpoczynek. Często czuję się jak ten chomik, który sam się napędza i napędza, aż w końcu padnięty wypadnie z kołowrotka i nie będzie wiedział, co się stało. Ale walczę z tym!
„Wysokofunkcjonująca depresja. Pięć kroków ku zdrowiu” jest niezwykle potrzebną książką, którą każdy zmagający się z własnymi demonami powinien mieć zawsze blisko siebie. Autorka dzieli się nie tylko swoimi metodami pracy, podpowiada również gotowe rozwiązania, które można samemu wypróbować, by poprawić jakość swojego życia. I nie mówimy tu o żadnej rewolucji, często są to drobiazgi, najczęściej tracące na znaczeniu w pędzie życia. A wystarczy kilka minut spaceru, przeczytanie książki bez wyrzutów sumienia czy odstawienie telefonu na godzinę, bo świat się nie zawali. I tak, wiem, takie rzeczy nie uleczą z depresji, ale pozwolą lekko zniwelować skutki codziennego stresu, który później się nawarstwia z dnia na dzień.
Najważniejszym przesłaniem „Wysokofunkcjonującej depresji” jest to, że droga ku wyzdrowieniu i odzyskaniu równowagi (czy też polubieniu samego siebie) to proces, który trwa. U jednym dłużej, u innych krócej, każdy w swoim tempie dochodzi do siebie, szczególnie mając u swojego boku wsparcie. Ale jeśli takowego nie macie, to pamiętajcie – nie jesteśmy sami – nawet jeśli tak się nam wydaje. Czasem prosty komentarz w internecie może być wystarczający, dlatego pamiętajmy – bądźmy dla siebie łagodni. Nie tylko dziś! A książkę polecam, warto mieć ją na półce w swojej biblioteczce i korzystać z niej w miarę potrzeby – oby jak najrzadziej.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Znak LiteraNova / dziękuję za egzemplarz do recenzji.



