Książki

Zaczytana Madusia: „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” Sylwia Markiewicz – recenzja

Powieści obyczajowe stosunkowo rzadko u mnie goszczą, ponieważ rzadko robię dla nich wyjątek od moich mroczniejszych ukochanych klimatów. A jeśli już się decyduję, to nutka kryminału jest stanowczo pożądana, żeby nadać nieco tempa całej akcji. Tak właśnie było w przypadku książki Sylwii Markiewicz „Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer”, która dodatkowo przyciągnęła mnie tytułem kojarzącym się z jedną z moich ulubionych powieści Taylor Jenkins Reid. Zapraszam na recenzję!

U schyłku życia często przychodzi czas na rozrachunki z przeszłością i zaplanowanie przyszłości, która nadejdzie już bez naszej obecności. W przypadku aktorki Ludwiki Mayer obie te kwestie są niezwykle mocno ze sobą powiązane, kobieta bowiem samotnie wychowuje niepełnosprawną córkę Emilię, które pragnie zapewnić jak najlepszą opiekę. Niestety nie ma oparcia w partnerze, gdyż wszyscy jej ukochani (a było ich aż siedmiu, jak wprost informuje nas tytuł powieści) odchodzi przed nią, czasem pozostawiając po sobie wyłącznie smutek, a czasem też i zacny majątek. Dlatego też Ludwice wiedzie się całkiem nieźle, ma swoją wierną gosposię Bernadetę , jeszcze wierniejszego przyjaciela adwokata Alojzego i wystarczające środki, by zadbać o córkę.

Problem polega jednak na tym, że Ludwika nie chce skazywać Emilii na opiekę obcych opłaconych osób, pragnie, żeby był to ktoś z rodziny. Nawet tej dalszej i niekoniecznie najbardziej ukochanej. Dzieci jej zmarłej siostry – Elwira i Kajetan mający już własne rodziny, nie są najlepszym wyborem, ale kiedy innego na horyzoncie nie ma, to na bezrybiu i rak ryba. Jedynie Sonia, córka Elwiry, szczerze interesuje się kuzynką i jawi się jako jedyna dobra postać w rodzinie. A sprawa spadku robi się coraz poważniejsza, gdyż Ludwika choruje coraz poważniej i czas zdecydowanie nie gra na jej korzyść. I dzięki temu robi się ciekawie.

Siedem tytułowych filiżanek to pamiątki po ukochanych mężczyznach, których historię poznajemy przy okazji kolejnych herbatek. Nie zawsze są to pozytywne historie, w życiu kobiety często gościł smutek, szczególnie gdy musiała sobie radzić sama, jak również na początku swojej oszałamiającej kariery. Nie brakuje tu również intrygujących ploteczek i zabawnych anegdotek, nadających lekkości całej historii. Osobiście największe wrażenie zrobił na mnie wstęp i zakończenie będące bezpośrednim zwrotem Ludwiki do czytelnika, które mocno daje do myślenia i może być pewnego rodzaju motywacją do ruszenia z miejsca i nieodkładania pewnych rzeczy na później.

„Siedmiu mężczyzn i siedem filiżanek Ludwiki Mayer” to naprawdę całkiem zgrabna historia, ale moim zdaniem zdecydowania zbyt krótka. Niektóre historie przedstawione zostały wyjątkowo oszczędnie, a spokojnie myślę, że i dwieście stron więcej wyszłoby książce na lepsze. Nie w pełni udało mi się wejść w klimat powieści, mocniej utożsamić się z Ludwiką czy zrozumieć zachowanie niektórych bohaterów, bo wszystko działo się za szybko. Ta historia pozostawiła mnie z ogromnym niedosytem, którego raczej już nie ugaszę. Niemniej polecam, ciekawy pomysł, zaskakujące zakończenie i dobra warstwa psychologiczna. Tylko za mało, ach jak za mało!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Pascal/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *