Książki

Zaczytana Madusia: „Dylematy kobiet pracujących” Fumio Yamamoto – recenzja premierowa

Zaskakujący jest fakt, że czasem książki napisane już jakiś czas temu, ciągle są przerażająco aktualne. „Dylematy kobiet pracujących” autorstwa Fumio Yamamoto miała swoją japońską premierę ćwierć wieku temu, zaś w Polsce debiutuje właśnie dziś. I jak nie przepadam za opowiadaniami, bo zawsze są dla mnie zbyt krótkie, tak tutaj forma sprawdziła się całkiem nieźle. Szczególnie dwie pierwsze historie mocno siadły mi na serduszku, ale całość zdecydowanie jest warta uwagi! Zapraszam na recenzję!

Narzucone z góry role społeczne, które powinny pełnić kobiety, to dla wielu często przekleństwo. Już same słowa, że coś powinnam, muszę, bo TAK wypada sprawiają, że nóż mi się w kieszeni otwiera i przekorna część mojej świadomości skupia się na dokładnie odwrotnych działaniach. Na szczęście żyjemy obecnie w czasach, gdy takie życie na przekór i poza utartymi schematami jest możliwe, chociaż momentami można sądzić inaczej.

Każda z bohaterek książki Fumio Yamamoto walczy z własnymi demonami, starając się żyć po swojemu. Jedna z nich, której poświęcono opowiadanie rozpoczynające zbiór, marzy o tym, żeby w przyszłym życiu narodzić się jako wypławek. To małe stworzonko ma taką zdolność, że nawet pocięte na mniejsze kawałki, odradza się i z każdego takiego fragmentu powstają nowe wypławki zdolne do samodzielnej egzystencji. Muszę przyznać, że brzmi to wyjątkowo dziwnie, ale tylko do momentu, gdy odkrywamy, że kobieta chorowała na nowotwór. I chociaż nie skończyło się najgorzej, to właśnie to wydarzenie zdefiniowało ją na nowo i nie potrafi sobie z tym poradzić. Wypławek jest metaforą świadomej ucieczki od problemu i nieumiejętności powrotu do normalnego życia sprzed choroby. Wyjątkowo gorzkie jest to opowiadanie, jest mocnym akcentem na otwarcie, który sprawia, że ciężko się oderwać.

Łącznie opowiadań jest pięć, a każde z nich niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, z którym chwilami nie jest łatwo sobie poradzić. Szczególnie, gdy w bohaterkach zauważamy własne cechy i problemy, z którymi same się borykamy, często nawet nie nazywając ich wprost. Wysoko sobie cenię takie zaangażowane książki, które zmuszają do myślenia, do refleksji i do samooceny. Najbardziej w pamięci utkwił mi fragment, pozornie banalny, ale jakże prawdziwy: „Rozumiałem, że ludzie mają w życiu takie chwile, gdy nie wiedzą, skąd przyszli i dokąd zmierzają, czują się zagubieni i chcą, żeby ktoś im wreszcie powiedział, co robią źle. Każdemu zdarza się utknąć we mgle, mnie także. Łatwiej jest żyć, gdy ktoś nam mówi, co mamy robić. O wiele łatwiej, niż kiedy mamy wolny wybór. Pamiętałem to z czasów, gdy pracowałem w firmie – robiłem, co mi kazano i nic mnie więcej nie obchodziło”. Wolność jest zawsze najbardziej pożądana, ale często nie wiadomo, co z nią zrobić.

„Dylematy kobiet pracujących” to także fascynujący obraz Japonii sprzed lat, tamtejszych zwyczajów i norm społecznych, chwilami mocno różniących się od naszych, europejskich. Osobiście niewiele czytam o tamtym rejonie świata, a moje największe zdumienie wzbudził rytuał kąpielowy, w którym to prysznic służy szybkiemu umyciu, zaś wanna to miejsce i czas relaksu. W pełni się z tym zgadzam!

Myślę, że mimo upływu ćwierćwiecza od jej pierwszej publikacji, nie straciła nic ze swojej aktualności. Zmieniły się może nieco tylko miejsca, ale ludzie ciągle borykają się z takimi samymi wyzwaniami, a nawet zaryzykowałabym tezę, że obecne tempo życia sprawia, że jeszcze łatwiej jest się pogubić, zaś znalezienie własnej drogi momentami jawi się równie realnie jak garnek złota na końcu tęczy. Mimo to – warto próbować! I tego, między innymi, uczą nas „Dylematy kobiet pracujących”. Serdecznie polecam!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem W.A.B./ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *