Książki

Zaczytana Madusia: „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” Katarzyna Grochola – recenzja przedpremierowa

Niewiele polskich filmów obyczajowych zrobiło taką karierę jak brawurowe przygody Judyty – porzuconej kobiety z dzieckiem, a niektóre cytaty weszły do języka potocznego i sama często ich używam. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby te kilkanaście lat temu Katarzyna Grochola nie napisała książki „Nigdy w życiu”, która idealnie trafia w swój moment. Cieszę się, że po upływie tylu lat autorka postanowiła wrócić do kultowych już bohaterów i opowiedzieć, co się przez te dwadzieścia lat zmieniło. Zapraszam na recenzję „Właśnie, że tak!”.

Tęskniłam za Judytą – taka myśl przyszła do mnie po przeczytaniu zaledwie kilku pierwszych stron tak długo wyczekiwanych jej kolejnych przygód. Co prawda, zupełnie nie przetworzyłam faktu, że minęło dwadzieścia lat i cały czas przed oczami mam radosne twarze Danuty Stenki i Artura Żmijewskiego występujących w głównych rolach i moją ukochaną Ulkę, której rolę stworzyła Joanna Brodzik. I chociaż bohaterowie się postarzeli, sporo się u mnie pozmieniało, to klimat pozostał niezmienny.

Tego zwykle najbardziej boję się w kontynuacjach po latach, że wyjdą z tego nudne odgrzewane kotlety, które odbiorą całą radość. Zdarza się to na tyle często, że te obawy naprawdę były uzasadnione, ale (na wielkie szczęście) tym razem się nie potwierdziły. Katarzyna Grochola zachowała lekkość pióra, a bohaterowie, mimo upływu lat i nowego bagażu doświadczeń, ciągle są tymi samymi ludźmi ze swoimi zaletami i wadami. Cięte riposty, nieprawdopodobne zbiegi okoliczności, sielskie uroki domku na wsi i oczywiście związki międzyludzkie – wszystko to, co pokochaliśmy w „Nigdy w życiu” znajdziemy także i tu.

Ta cudowna swojskość i ciepło, taka zwyczajność i prostota – „Właśnie, że tak” jest pięknym spotkaniem z przyjaciółmi po latach, zupełnie jakbyśmy się otulili miękkim kocykiem i zasiedli na werandzie domu Judyty, słuchając ich opowieści z kieliszkiem dobrego wina. Jednocześnie uśmiechamy się do własnych wspomnień, jak to kiedyś bywało i z wypiekami na twarzy słuchamy ploteczek, co tam znów wymyśliła Tosia czy też bezkonkurencyjna Mama Judyty. Szczególnie rozmowy tej drugiej z córką to czyste złoto, myślę, że sporo osób uśmiechnie się pod nosem, że wszystko to wygląda niezwykle znajomo.

„Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” to książka, na którą czekałam. Zupełnie się tego nie spodziewałam, ale było to dokładnie to, czego potrzebowałam. To było spotkanie z przyjaciółmi, którzy nie oceniają, nie narzucają swojej woli, tylko słuchają i klepią po pleckach, czego czasem każdy po prostu potrzebuje. Jedyne na co mogę narzekać to fakt, że czuję teraz wielki niedosyt i pustkę, że tak szybko ta powieść się skończyła – za mało i za krótko, zdecydowanie! Cieszę się jednak, że po tych dwudziestu latach ciągle czuję ten niepowtarzalny klimat i że mimo upływu czasu, wszystko zostało po staremu. I tylko jeszcze bardziej wzrosła moja sympatia dla Uli, którą sama chciałam być jak dorosnę. Może kiedyś przyjdzie ten moment. Polecam z całego serduszka, „Właśnie, że tak!” to przecudowna podróż sentymentalna, której każdy potrzebuje, nawet gdyby się głośno wstydził do tego przyznać!

Premiera w najbliższą środę, 25.03.2026

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Literackim / dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *