Zaczytana Madusia: „Czarne morze” Michał Śmielak – recenzja
I znowu przyszedł maj! Cieszę się jak dziecię, bowiem jest to zdecydowanie mój najulubieńszy miesiąc w roku, a na pewno ten najpiękniej pachnący. Od razu człowiekowi lżej na serduszku, a że dodatkowo całą majówkę przesiedziałam w lesie, praktycznie bez żadnych internetów, to i głowa spokojniejsza się zrobiła. Maj będzie miał w tym roku wyjątkowo szybkie tempo, a całość zakończą Targi Książki w Warszawie, na których na pewno się widzimy. A dziś zapraszam na recenzję książki „Czarne morze”, w której to Michał Śmielak po raz kolejny udowodnił, że w kryminały to on umi!

Aresztowanie seryjnego mordercy, o jakże dźwięcznie brzmiącym pseudonimie „Bestia z Zagłębia”, to dopiero początek tej historii. Zazwyczaj w kryminałach dążymy do wykrycia sprawcy, ale Michał Śmielak w swojej najnowszej książce bawi się z czytelnikiem od samego początku. W prologu mężczyzna, oprócz barwnego przydomka legitymuje się imieniem Jan, cały czas odgraża się, że w trakcie wizji lokalnej ucieknie funkcjonariuszom. I chociaż wydaje się to niemożliwe, zastosowane środki bezpieczeństwa wydają się niezawodne, to słowa mężczyzny stają się faktem, gdy ten wskakuje do niezabezpieczonego szybu i znika bez śladu. Prowadzący śledztwo komisarz Paweł Hardy, będący wówczas na lekkim rauszu, co w jego przypadku jest raczej regułą niż przypadkiem, podpada charyzmatycznej pani prokurator, która postanawia zniszczyć dalszą karierę policjanta w służbie publicznej. I udaje się jej to perfekcyjnie, a komisarz zatraca się w swoim nałogu, staczając się coraz niżej i niżej. Gdyby nie koledzy z pracy i sąsiad z mieszkania naprzeciwko, którzy mają go na oku, zapewne zachlałby się na śmierć.
Po niemal roku od brawurowej ucieczki Bestii z Zagłębia, Sosnowcem wstrząsa seria niezwykle brutalnych zbrodni, a wszystkie ślady niepokojąco wskazują na zaginionego. Jednocześnie wydaje się, że poszukiwany rzuca wyzwanie byłemu komisarzowi, jakby śmiał mu się prosto w twarz, jednocześnie zmuszając Hardego do ogarnięcia się. O dziwo, jego zupełnie niespodziewaną sojuszniczką staje się pani prokurator – ta sama kobieta, przez którą konsekwencje jego działań doprowadziły go na dno. Już sam ten fakt może niepokoić, że tam kryje się coś więcej, a to tak naprawdę dopiero początek. Bestia z Zagłębia dopiero się rozkręca, a wraz z nim komisarz Paweł Hardy. Szykuje się epickie starcie i tak dokładnie się dzieje.
Tytułowe czarne morze to nie tylko określenie jednej z części Sosnowca, to także opis tego, z czym musi zmagać się Hardy. Przeszłość ukryta w mroku, wyparta z pamięci trauma, powracają do niego jak przerażające fale, których jedynym zadaniem jest pogrążenie naszego bohatera. I chociaż może wydawać się, że coraz głębsze opadanie w ramiona nałogu to najgorsze, co mogło go spotkać, to Śmielak udowadnia, że to tak naprawdę dopiero początek. Zdecydowanie nie można mu odmówić oryginalności i polotu w takim prowadzeniu akcji, że ciężko się oderwać od lektury, bo zaraz coś na pewno się wydarzy…
Zupełnie nie spodziewałam się po kryminale takiego ładunku emocjonalnego, który połączony z szokiem po niespodziewanej śmierci posła Łukasza Litewki właśnie w Sosnowcu, gdzie rozgrywa się akcja, naprawdę mocno mną wstrząsnął. Ciągle padający deszcz, nisko wiszące ciemne chmury nad Zagłębiem tworzyły jeszcze mroczniejszy klimat, a przecież do beztroskiego mu daleko. Mimo swojego nałogu i niekoniecznie zgodnego z prawem poczucia sprawiedliwości, komisarz Paweł Hardy to kawał dobrego bohatera, który nie kryje się ze swoimi słabościami, czasem czyniąc z nich tarczę obronną. Nie do końca we wszystkich kwestiach byśmy się zgodzili, ale na pewno szanuję go za bycie sobą, a jak sami dowiecie się z lektury książki, początków wcale nie miał łatwych.
„Czarne morze” to doskonały kryminał, perfekcyjnie rozpisany, z tak poprowadzoną akcją, że nie sposób narzekać na nudę. Czytając go zupełnie nie zauważa się, jak szybko kolejne strony przeskakują, a książka niebezpiecznie zbliża się do końca. A cóż to jest za zakończenie – serio, jest miodzio, a Michał Śmielak udowadnia, że Zagłębie też zasługuje na swoje miejsce na kryminalnej mapie Polski. I liczę, że nie powiedziało ostatniego słowa!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Czarna Owca / dziękuję za egzemplarz do recenzji.



