poprostumadusia.pl

blog o książkach, podróżach i Krakowie

Alt Sidebar
Random Article
Search
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem

No Widgets found in the Sidebar Alt!

  • Jedzenie,  Kraków

    Bliskowschodnie klimaty na Szerokiej. :)

    05/02/2014 /

           Kolejny post z cyklu kulinarnych podróży po Krakowie, bowiem poprzedni cieszył się całkiem sporym zainteresowaniem, a poza tym po prostu ostatnio często gdzieś bywamy razem z Tomkiem. 😉        Wszystko zaczęło się w pierwszą niedzielę października zeszłego roku, gdy…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Jedzenie,  Kraków

    Dobra amerykańska robota- niedzielne obiady w „Well Done”.

    15/12/2013 /

         Jakoś tak złożyło się, że ostatnie dwie niedziele upłynęły mi pod znakiem kuchni amerykańskiej. Razu pewnego przeczytałam w gazecie recenzję Wojciecha Nowickiego, a że brzmiała bardzo zachęcająco, przekazałam ją dalej mojej własnej osoby towarzyszącej (tak W. Nowicki określa zwykle…

    czytaj dalej
    By Madusia
12

Kilka słów o mnie

książki.
podróże.

a w skrócie:
obecnie w Krakowie.
lat 38.
oczy niebieskie.

w razie pytań:
kontakt@poprostumadusia.pl

Tagi

andaluzja (16) andora (2) beskidy (2) bieszczady (4) chorwacja (24) czechy (5) galicja (6) grecja (2) góry (35) hiszpania (33) jaskinia (3) jezioro (11) jura (6) kantabria (1) kastylia - la mancha (8) kastylia-leon (1) korona gór polski (15) kraj basków (3) kujawsko-pomorskie (3) la rioja (2) lombardia (4) mazury (5) miasto (53) mierzeja wiślana (6) morawy (3) morze (37) pieniny (2) podlasie (2) podsumowanie (5) polska (63) premiera (106) recenzja (309) stolice europejskie (6) sudety (8) szlak orlich gniazd (3) słowacja (3) tatry (9) toskania (11) warmia (4) wiatraki (4) włochy (17) zamek (11) zapowiedzi (42) zea (5) żagle (18)

Archiwa

Meta

  • Zaloguj się
  • Kanał wpisów
  • Kanał komentarzy
  • WordPress.org

poprostumadusia

Nie kupuj, adoptuj! Szczególnie tak mroźną zimą, k Nie kupuj, adoptuj! Szczególnie tak mroźną zimą, która zaskoczyła nas w tym roku. 

Tosia jest taką właśnie adoptowaną świnką, porzuconą niemal rok temu na klatce schodowej w kartonowym pudełku i nie da się ukryć, że wyrosła na potężną dziołchę! I kocham ją bezwarunkowo. Tak samo jak Jadwigę i Miłosza Kłaczka.

#portretowy_fotowtorek_2026 #guineapiggies #polskiebookstagramy #petoftoday #fotowtorek_kfs
Dzień dobry w ten wyjątkowo mroźny wtorkowy porane Dzień dobry w ten wyjątkowo mroźny wtorkowy poranek. 

Nie lubię zaczynać serii od środka, ale dla „Schronu” Marcela Mossa postanowiłam zrobić wyjątek. Pomimo faktu, że to trzecia część przygód komisarza Sambora Malczewskiego, brak znajomości poprzednich powieści nie wpływa zbyt mocno na odbiór tej historii. 

Mała wieś Runowo, puszcza, legenda o słowiańskim „czarcim weselu” i powojenny schron skrywający ludzkie szczątki - Sambor Malczewski trafia w sam środek historii przesiąkniętej złem, brutalnością i tajemnicami sprzed lat. A gdy dochodzi do kolejnego makabrycznego morderstwa, robi się naprawdę duszno.

To jedna z najbardziej brutalnych książek Mossa, jakie czytałam (a czytałam ich sporo), momentami nawet aż za bardzo. Epatuje okropieństwem i chwilami odbiera komfort lektury, choć sama intryga jest rozbudowana i wciągająca do ostatniej strony. Przeczytałam jednym tchem, ale lekko nie było.

Najjaśniejszym punktem tej mrocznej opowieści jest zdecydowanie relacja Sambora z psem Terrorem. To bezcenny kontrapunkt dla tych wszystkich okropieństw, którymi książka jest naładowana po brzegi i zdecydowanie mój ulubiony wątek. To właśnie z jego powodu chcę sięgnąć po dwie wcześniejsze książki z tej serii.

„Schron” to książka, po której można mieć koszmary, więc nie polecam na samotne wieczory. Jeśli lubicie kryminały bez kompromisów, pełne zła, emocji i ciężkiego klimatu - ten Moss jest totalnie dla Was!

Premiera w środę 28.01.2026

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @filiamrocznastrona 

#bookmorning #czytampolskichautorów #recenzjaksiążki #recenzentka #polskiebookstagramy
I jak przeżyliście poniedziałek? U mnie nawet nie I jak przeżyliście poniedziałek? U mnie nawet nie było tak źle jak się spodziewałam, ale i tak skończyłam z bólem głowy. Czas zatem na zasłużony odpoczynek, a wiadomo, że ten najlepiej siada z dobrą książką!

Dwie kobiety. Dwaj nowo narodzeni chłopcy. Jedna sala porodowa, w której przeszłość powraca w najmniej odpowiednim momencie. 

„Cudze dziecko”  Daniela Hursta to duszny thriller psychologiczny, zaglądający głęboko w zakamarki kobiecej psychiki (co przy męskim autorze wydaje się nieco zaskakujące). 

Jade jest samotna, zagubiona i rozdarta między adopcją a macierzyństwem, zaś Avril to kobieta sukcesu z pozoru mająca wszystko. Łączy je coś więcej niż tylko przypadkowe spotkanie na porodówce. Łączy je krzywda sprzed lat. I pragnienie zemsty, która może zaboleć najmocniej.

Decyzja podjęta w chwili bólu i chaosu uruchamia lawinę konsekwencji, z których nie ma prostego wyjścia. Zamiana noworodków prowadzi do historii pełnej napięcia, moralnych dylematów i pytań o granice odpowiedzialności, winy i przebaczenia. A wszystko to zwieńczone  naprawdę zaskakującym zakończeniem.

Niestety momentami ta historia była dla mnie absolutnie niewiarygodna, co odbierało mi radość z lektury. Muszę jednak docenić jej warstwę psychologiczną i portrety bohaterek, tak bardzo niejednoznaczne i drażniące, a przez to tak bardzo ludzkie. 

Moim zdaniem ta książka idealnie sprawdziłaby się na ekranie, ale i na papierze czyta się ją całkiem nieźle, bo przymykając oko na jej słabości, dostarcza emocji w trakcie lektury.

„Cudze dziecko” to powieść nieidealna, ale intrygująca. A jej zakończenie zostaje w głowie na długo.

Premiera w najbliższą środę - 21.01.2026

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @filiamrocznastrona 

#recenzjaksiążki #recenzentka #czytam #zdjeciedlaksiazki #polskiebookstagramy
Byliście kiedyś w Barcelonie? Mnie się ta sztuka c Byliście kiedyś w Barcelonie? Mnie się ta sztuka ciągle nie udała, ale liczę, że to będzie ten rok, w którym wreszcie się pojawię w stolicy Katalonii! 

Barcelona skąpana w słońcu, zachwycająca architekturą Gaudíego, a jednocześnie spowita mrokiem zbrodni - czyż może być piękniejsze połączenie? „Kat Gaudiego” Aro Sáinza de la Mazy udowadnia, że to miasto potrafi być nie tylko piękne, ale i przerażająco niebezpieczne, przez co intryguje jeszcze mocniej!

Wszystko zaczyna się od makabrycznego odkrycia na fasadzie Casa Milà, choć płonące ciało to tylko preludium. A dalej jest już tylko gorzej, aczkolwiek nie z punktu widzenia czytelnika. Oj nie, ten bawi się doskonale! Perfekcyjnie zaplanowane morderstwa, brak śladów, nagrania publikowane przez sprawcę i narastający strach mieszkańców. Barcelona staje się tu pełnoprawną bohaterką: piękną i duszną, rozdarta między turystyczną pocztówką a codziennością tych, którzy próbują w niej normalnie żyć.

Na pierwszym planie mamy świetny duet śledczych - inspektora Milo Malarta i profilerkę Rebekę Mercader. Ich relacja jest wyważona, wiarygodna i nie przykrywa tego, co w kryminale najważniejsze: zbrodni i napięcia. A tego tu nie brakuje. Ponad 600 stron mija niepostrzeżenie, bo autor konsekwentnie wciąga nas w grę z mordercą, który nie uznaje półśrodków.

Jeśli lubicie mroczne kryminały z charakterem, charyzmatyczne miasto w tle i zło skrojone z rozmachem, „Kat Gaudiego” to strzał w dziesiątkę. To doskonałe otwarcie serii Morderstwa w Barcelonie - oby później było jeszcze lepiej, aczkolwiek nie wiem, czy to w ogóle możliwe.

Książkę czytałam w ramach akcji „Tytuł zagadka” nie wiedząc kto jest jej autorem. Akcja siadła jak złoto! 

Szersza recenzja czeka już na blogasku, a powstała we współpracy z @wydawnictwosqn 

#recenzjaksiążki #recenzentkaksiążek #takczytam #polskiebookstagramy #książkoholiczka
W jaki sposób odpoczywacie najlepiej, kiedy urlop W jaki sposób odpoczywacie najlepiej, kiedy urlop nie wchodzi w grę? U mnie zdecydowanie jest to czytanie (no, obok spanka, ale to rozumie się samo przez się) i nawet w tych najcięższych dniach staram się spędzić z książką chociaż kilka minut. 

i chociaż właśnie ostatni miesiąc zeszłego roku był tak bardzo napiętym okresem, to udało mi się to przeczytać łącznie siedemnaście książek - dwanaście papierowych widocznych na fotografii i pięć elektronicznych. 

Uwielbiam to, że każda książka pozwala mi się oderwać od trudów codzienności, skierować moją uwagę ku zupełnie innym kwestiom niż te, które obecnie zajmują mnie najmocniej. To taki mały wehikuł czasu zamknięty w papierze.💜

#odpoczynek_fotowtorek_2026 #polskiebookstagramy #czytajpolsko #takczytam #książkoholizm
Jak Wam minął poniedziałek? Dziękuję za wszystkie Jak Wam minął poniedziałek? Dziękuję za wszystkie dobre słowa, przeżyłam, choć łatwo ciągle nie jest. Mam jednak na tyle siły, by podzielić się z Wami wprost genialną książką! 

„Chcemy całego życia!” wykrzyczała prawie sto dwadzieścia lat temu Zofia Nałkowska na I Zjeździe Kobiet i hasło to jest ciągle aktualne. 

„Parasolki” Dominiki Buczak to doskonały przykład powieści zaangażowanej, opowiadającej o niezwykle barwnych dwóch pierwszych dekadach zeszłego wieku. Był to czas szalony, okres zmian, nadziei i wielkich oczekiwań. 

Irena, Wanda, Stasia stają się naszymi przewodniczkami po tych czasach, gdy ich los splata się jak słowiański warkocz. Każda z nich reprezentuje zupełnie inny świat, ale dopiero działając wspólnie odnajdują w swoim życiu sens. Zwykle mocno zaskakujący, niespodziewany, ale wyjątkowo satysfakcjonujący.

„Parasolki” początkowo wydają się chaotyczne, ale wystarczy ledwie kilkanaście stron, by dać się porwać wartkiej, wielowątkowej akcji. Momentami czułam się nieco przytłoczona, ale to wszystko tak pięknie się zazębia, tworząc porywającą, a jednoczenie wzruszającą całość. To książka, która udowadnia, że pozytywistyczna praca u podstaw daje zdecydowanie więcej satysfakcji niż romantyczne mrzonki, do których najczęściej wzdychamy. 

„Parasolki” to powieść, która powinna zostać przeczytana. i powinno się o niej mówić, bo mimo upływu lat, sprawy kobiet ciągle zdecydowanie zbyt często lądują na marginesie. A przecież „chcemy całego życia.” Zawsze! 

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @wydawnictwoliterackie 

#polskiebookstagramy #czytamposkichautorów #takczytam #czytaniejestsexy #recenzjaksiążki
Zaobserwuj na Instagramie
madusia 2026 ©
  • Facebook
  • Instagram
Back to top