Podróże

Jak dobrze nam zdobywać góry: spontaniczna Kłodzka Góra. :)

  Wróciliśmy! Tegoroczne wakacje z powodu sytuacji koronawirusowej nieco nam się pozmieniały i postawiliśmy na zwiedzanie naszego pięknego kraju. Udało nam się w sierpniu wyłuskać kilka dni wolnego i wyjechać w przepiękne rejony Kotliny Kłodzkiej. A tam, ku naszej wielkiej radości i satysfakcji, udało się nam, po czterech (!!!) latach wrócić do zdobywania szczytów Korony Gór Polski. I dzisiaj o jednym z nich Wam opowiem. 🙂

Naszym piętnastym szczytem w Koronie okazała się być Kłodzka Góra z imponującą wysokością 757 m.n.p.m., będącą wg KGP najwyższym szczytem Gór Bardzkich (choć jest jednak druga w kolejności, po Szerokiej Górze). Zdobyliśmy ją dość spontanicznie, niemalże z marszu i bez żadnego większego przygotowania. Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną poranną wizytę w kopalni, których w Kotlinie Kłodzkiej nie brakuje, ponieważ prognozy pokazywały wyłącznie deszcz. Jednak po zakończeniu wycieczki, koło południa, okazało się, że pogoda uległa znacznie poprawie i spokojnie można wyruszyć w góry. Szybko wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na Przełęcz Kłodzką (487 m.n.p.m.), gdzie znajduje się mały parking, będący dla większości idealnym punktem startu.

       Rozpoczynamy wędrówkę niebieskim szlakiem, wchodzącym w las. Po zaledwie kilkunastu krokach droga zaczyna prowadzić naprawdę ostro w górę (przypomniały mi się ostatnie metry wspinaczki na Radziejową). W ciągu kilku minut zwiększamy naszą wysokość o niemalże sto pięćdziesiąt metrów. Na zdjęciach ciężko oddać jak strome jest to podejście, ale można się nieźle zmachać. Zwłaszcza jak ktoś tak z marszu nagle rusza w górę, po dobrych dwóch latach przerwy od łażenia po górach. Ale dzielnie daliśmy radę. 🙂
       Niebieski szlak później okazuje się całkiem przyjemny do wędrowania, choć wiedzie głównie lasem i chwilami bywało tam dość duszno (burza jednak wisiała w powietrzu, ale wytrzymała do wieczora). W pewnym momencie szlak skręcał w lewo i trzeba było się trochę przedzierać przez krzewy i powalone drzewa, co jest nieco dziwne, bo sporo ludzi tamtędy jednak przechodzi.
       Nie jest to szczególnie malownicza trasa, widoków bowiem nie ma na niej prawie wcale. Czasem mignie gdzieś coś w oddali między drzewami, jakiś skrawek nieba czy horyzontu w oddali, ale nie ma w tym niczego niezwykłego. Ot, zwykła droga przez las. 😉
       Bardzo fajną rzeczą na tym szlaku są tabliczki na pomniejszych szczytach, dzięki którym wiemy, gdzie się znajdujemy i co właśnie zdobyliśmy. Jest to naprawdę świetny pomysł, bo ktoś kto przyjeżdża tutaj tylko po zdobycie kolejnego szczytu do kolekcji dowiaduje się czegoś więcej, a nie tylko odhacza kolejny punkt na mapie. Takie tabliczki powinny się pojawiać na większej ilości szlaków i z tego co widzieliśmy podczas kolejnej naszej wyprawy, tak się powoli zaczyna dziać. 🙂
       Docierając do punktu oznaczonego na drzewie jako \”Trzy Granice\” opuszczamy szlak niebieski, chwilę idziemy drogą bez żadnego szlaku i trafiamy na żółty, prowadzący na sam szczyt Kłodzkiej Góry. Teraz jest o wiele łatwiej go znaleźć, bo znajduje się na nim świeżo wybudowana wieża widokowa, więc wystarczy się na nią kierować i na pewno się trafi. 🙂
       Na szczycie znajduje się też piękna nowa tabliczka z nazwą i wysokością (na pierwszym zdjęciu ją widać), więc robimy pamiątkowe zdjęcie, bierzemy łyk wody i ruszamy na wieżę. Mimo swojej stalowej konstrukcji, im wyżej jesteśmy, tym bardziej chwiejna się robi. Na samej górze może się zakręcić w głowie, chociaż widoków olśniewających akurat tego dnia nie było. Najtrudniejsze było jednak zejście z niej, bo ciężko schodzi się po schodach jednocześnie usiłując nie patrzeć w dół. 😉
       Po zejściu na ziemię zastanawialiśmy się nad powrotem już na parking, ale okazało się, że ekipa schodząca przed nami kieruje się jeszcze na najwyższy szczyt gór Bardzkich, czyli na Szeroką Górę. Stwierdziliśmy, że skoro już tu jesteśmy, to głupio będzie tam nie pójść, więc ruszyliśmy za nimi. I w sumie bardzo dobrze, bo tutaj oznakowanie szlaków już za bardzo nie istnieje i trochę ciężko tam trafić. Szczyt Szerokiej Góry jest wyjątkowo oryginalnie wyróżniony, bo nazwa jest wypisana na wiszącym na drzewie talerzu satelitarnym. I prezentuje się kozacko.
       W drodze powrotnej nie udało nam się zrobić żadnej pętelki, więc wracaliśmy po swoich wcześniejszych krokach i dlatego powrót poszedł nam całkiem żwawo. Po dwóch godzinach od przyjazdu na parking zameldowaliśmy się na nim z powrotem. Jak na pierwszą wyprawę po tak długiej przerwie całkiem zacne tempo nam wyszło, bo w ciągu tych dwóch godzin pokonaliśmy osiem kilometrów. I nawet dało się jeszcze normalnie oddychać. 🙂
       Podsumowując, fajnie jest wrócić na szlak. Nawet nie spodziewałam się, że tak mi się tęskniło za tym górskim wędrowaniem, chociaż nie ukrywajmy, że Kłodzka Góra nie jest jakimś wyjątkowo spektakularnym szczytem. Na początku jednak potrafi dać w kość, ale później już nic nie jest straszne. 🙂 Korono! Witaj z powrotem! <3
~~Madusia. Z mężem! ;p

3 komentarze

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *