
Zaczytana Madusia: „W domu kłamców” Kelsey Cox – recenzja
Coraz większymi krokami zbliża się wrzesień, ale ja ciągle po uszy tkwię w wakacyjnym klimacie i jest mi w nim wyjątkowo dobrze. Mogłabym zostać tu na dłużej, pisząc i pracując z widokiem na piękną zatokę oraz dostojnie wynurzający się z wody chorwacki półwysep Pelješac. Mam wrażenie, że czas tu płynie zupełnie inaczej, bo strony w kolejnych czytanych przeze mnie książkach wydają się przewracać same z siebie. A wieje tu wyjątkowo mało! Książką, którą połknęłam w jedno popołudnie, jest wciągający thriller o wiele mówiącym tytule „W domu kłamców”. Zapraszam dziś w jego progi!

Ależ ja uwielbiam takie klimaty! Samotna wielka chałupa dominująca nad okolicą, wielka przeszklona ściana, poprzez którą widać całe jej wnętrze. Była żona, nowa żona, starsza córka, młodsza córka, zawistne koleżanki i on, mąż, ojciec, lekarz. Dodajmy do tego mroczną przeszłość domu, zmarłe dziecko i pogrążoną w rozpaczy matkę, która nigdy z niego nie odeszła, nie mogąc poradzić sobie z żałobą. To ostatnie to oczywiście tylko miejscowe przesądy, ale wiadomo, że zawsze znajdzie się w tych opowieściach ziarno prawdy. Większe bądź mniejsze.
Klimat jest mocno klaustrofobiczny, tak naprawdę akcja rozgrywa się w ciągu jednego dnia, gdy obchodzimy sweet sixteen córki z pierwszego małżeństwa Ethana, naszego męskiego bohatera. Sophie, owa córka, jak przystało na nastolatkę, przeżywa właśnie swoje pierwsze rozczarowanie miłosne, jej najlepsza przyjaciółka – Mikayla robi jedynie za jej tło, bowiem różni je praktycznie wszystko. To niezwykle interesująca relacja, pokazująca jak dziewczyny u progu dorosłości potrafią być bezkompromisowe w osiąganiu swoich założeń. A gdy dodamy do nich dwóch całą paletę lśniących (tak, to doskonałe słowo) cheerleaderek i chłopców z drużyny, to zrobi się z tego prawdziwy misz-masz.
I kiedy młodzież oddaje się beztroskiej, acz mocno podkręconej procentami i nie tylko, zabawie, to dorośli wcale nie są lepsi. Matka Sophie, Kim znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji, bowiem to ona razem Ethanem kupiła i remontowała ten dom, a kiedy wreszcie nadawał się do zamieszkania, rozwiodła się z nim. Obecnie głównym jej zajęciem jest upijanie się, czego dowodów nie zabraknie na imprezie – to jeden z ciekawszych wątków całej opowieści.
Nie wolno jednak zapomnieć o tym, co jest clue całej opowieści, czyli historii Dani, młodej matki po epizodzie psychozy poporodowej, która przekonuje wszystkich, że doszła do siebie, aczkolwiek sama doskonale zdaje sobie sprawę, że jest inaczej. A ponieważ nie radzi sobie w opiece nad dzieckiem, jej towarzyszką stała się irlandzka niania, będąca niezwykle tajemniczą postacią. I też wyjątkowo dziwną, co muszę przyznać. Przynajmniej na początku.
„W domu kłamców” kupiło mnie totalnie swoją historią – wszystko jest tu totalnie pogmatwane, wątki plotą się ze sobą jak nitki babiego lata, tworząc mocno zakręconą mozaikę. Każda z postaci jest jakaś i chociaż większość nie przypadła mi do gustu, to perfekcyjnie odegrała swoją rolę i absolutnie nic bym nie dodała i nic bym nie ujęła żadnej z nich. I co najważniejsze – w wielu miejscach pojawia się totalne zaskoczenie, a zakończenie to już w ogóle rozwaliło mnie na łopatki. Dla takich właśnie książek nauczyłam się dawno temu czytać – jest to dokładnie taka rozrywka, którą prawdziwie sobie cenię. Polecam!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Otwarte/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.
