Zaczytana Madusia: „Markiz” Przemysław Piotrowski – recenzja
Końcówka marca, piątek, w Krakowie pada śnieg, a ja wzięłam się za wiosenne porządki. Przede mną wielkie doroczne sprzątanie biblioteczki, także weekend zapowiada się aktywnie. Dla tych, którzy planują odpoczynek w pozycji horyzontalnej i pod kocykiem mam coś, co zdecydowanie rozgrzeje emocje. Najnowsza książka Przemysława Piotrowskiego „Markiz” to moje pierwsze spotkanie ze słynnym Igorem Brudnym i od razu poszło z grubej rury. Nazwisko bohatera nie jest przypadkowe, czego dowodem jest właśnie ta historia, a ja już wiem, że muszę znaleźć czas, żeby nadrobić pierwsze osiem tomów. Zapraszam na recenzję!

Mimo nieznajomości wcześniejszych tomów i historii relacji Igora Brudnego z Julią Zawadzką, zupełnie nie przeszkadza to w przeżywaniu „Markiza”. Razem z dwójką głównych bohaterów wyruszamy na Hel, gdzie para zaszywa się w swojskich pokojach na wynajem, oczekując na zabieg Julii w jednej z tamtejszych klinik. Pogoda nie sprzyja zwiedzaniu, ale i tak nie unikają spacerów i zwiedzania, kiedy to każdy z nich zostaje zaczepiony przez tajemniczego mężczyznę, opowiadającego o koszmarnych wydarzeniach mających miejsce w okolicy. W międzyczasie policja odkrywa we wraku statku zwłoki młodej kobiety i chociaż zarówno Igora, jak i Julię ciągnie do tej sprawy, postanawiają dać sobie na wstrzymanie.
Spokój oczywiście nie trwa długo, bowiem morderca w sposób jednoznaczny domaga się udziału Igora w śledztwie, rzucając mu nieprawdopodobnie okrutne wyzwanie. Mężczyzna nie ma wyjścia, dołącza do działań policji, ale czyni to na swoich warunkach. Dzięki temu możemy obserwować dwie twarze Igora, będącego głównie bezwzględnym nadkomisarzem słynącym z nieszablonowego postępowania, ale jednocześnie uczącego się radzenia z uczuciami, które narodziło się między nim a Julią. Podejrzewam, że lektura wcześniejszych tomów dostarcza więcej wyjaśnień w tym temacie, ale w „Markizie” Igor naprawdę troszczy się o Julię, otaczając ją opieką, a przede wszystkim pragnącego ją obronić przed czyhającym złem. Nawet pobyt w luksusowej klinice nie jest żadnym gwarantem bezpieczeństwa, więc przed Igorem prawdziwe wyzwanie.
Wcześniej świadomie nie sięgałam po twórczość Przemysława Piotrowskiego, opisywaną zwykle jako brutalną i pełną mocnych wrażeń. Trochę mnie to przerażało, ale postanowiłam zaryzykować z „Markizem”. I tak, wszystkie informacje okazały się nieprzesadzone, aczkolwiek nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej. Dostajemy tu prawdziwe mroczną, okrutną, ba! nawet momentami obrzydliwą historię, ale to wszystko tworzy świetną całość, od której trudno się oderwać. Niektóre opisy napawają niepotrzebnym okrucieństwem i budzą odrazę, ale taplając się w najgorszych możliwych zbrodniach, jakie można sobie wymyślić (chociaż przyznam szczerze, że moja wyobraźnia nigdy aż tak szeroko nie poszła), ciężko o inny język.
„Markiz” mnie zaskoczył pod wieloma względami i, o dziwo, całkiem mnie wciągnął. Ciężko przy lekturze takiego kalibru pisać, że mi się podobał, ale zdecydowanie wyróżnił się wśród czytanych ostatnio przeze mnie książek (aczkolwiek podobny motyw przytrafił mi się po raz trzeci w krótkim czasie, co budzi we mnie pewien niepokój, bo dotyczy wyłącznie polskich autorów). Dostajemy w „Markizie” nie tylko dynamiczną akcję i szorstki język, ale także interesującą warstwę psychologiczną, podkręcającą jeszcze i tak mocno już buzujące emocje. Jestem na tak, co samą mnie naprawdę zaskoczyło. Polecam, chociaż subtelność tutaj nie istnieje – miejcie to na uwadze!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Czarna Owca/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



