poprostumadusia.pl

blog o książkach, podróżach i Krakowie

Alt Sidebar
Random Article
Search
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem

No Widgets found in the Sidebar Alt!

Książki

Zaczytana Madusia: „Ta dziewczyna” Ruth Ware – recenzja

read more
Książki

Zaczytana Madusia: „Zaproszenie” Agnieszka Pietrzyk – recenzja przedpremierowa

read more
Podróże

Magiczna Polska: Spływ kajakiem Partęczyny – Skarlanka – Bachotek

read more
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Koniec mapy” S. J. Lorenc – recenzja

    16/06/2025 /

    Czytając około dwustu książek rocznie coraz trudniej o zaskoczenia. Pewne tematy i motywy są już mocno zgrane, niektóre mechanizmy od razu same się nasuwają, przez co rozwiązywanie zagadek nie bawi mnie tak bardzo jak kiedyś. Mimo to, ciągle zdarzają się…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Schronisko, które zostało zapomniane” Sławek Gortych – recenzja przedpremierowa

    15/06/2025 /

    Zdecydowanie zbyt rzadko jeżdżę w Karkonosze, chociaż po lekturze książek Sławka Gortycha powinnam raczej od nich stronić. Uwielbiam jednak miejsca pełne tajemnic, a nie da się zaprzeczyć, że w tamtych rejonach wiele jeszcze pozostaje do odkrycia. Sławek w swoich Schroniskach…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Plagiat” Paulina Świst – recenzja

    12/06/2025 /

    Tegoroczny czerwiec postanowił stać się najbardziej szalonym miesiącem w tym roku i chwilami aż nie wyrabiam na zakrętach. Z jednej strony jestem ciągle zmęczona, wieczorami głowa mi tak paruje, że przed zaśnięciem robię sobie minimum dwie drzemki, ale z drugiej…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Ludzie nocy” Sam Lloyd – recenzja

    08/06/2025 /

    Ostatni tydzień był dziwny - zleciał mi zdecydowanie za szybko i wydarzyło się w nim zdecydowanie za dużo. Wymyśliłam sobie jeszcze kilka nowych wyzwań, więc na nudę na pewno nie będę narzekała w najbliższym czasie. A jeśli chodzi o czytanie,…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Sekrety służącej” Bożena Gałczyńska-Szurek – recenzja

    04/06/2025 /

    Tak mi ten tydzień pędzi, że zaczynam się zastanawiać, gdzie składa się petycje o wydłużenie dnia co najmniej o połowę. I znów czuję się trochę jak ten chomik w kołowrotku - ciągle mnie coś goni, a ja nawet jak do…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: Najciekawsze premiery czerwca 2025!

    03/06/2025 /

    Pierwsze półrocze tego roku zakończymy z prawdziwym przytupem, bo znowu będzie się działo. To będzie kolejny miesiąc z naprawdę wieloma doskonałymi premierami, które zachwycają mnie już samym swym opisem. Liczę na niesamowite historie, fascynujące zagadki i mnóstwo emocji. Kilka pozycji…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Stracona” Kate Foster – recenzja przedpremierowa

    02/06/2025 /

    Książki utkane na kanwie prawdziwych wydarzeń zawsze o wiele intensywniej działają na moją wyobraźnię. Szczególnie mocno doceniam te pozycje, w których autor wyjaśnia, skąd czerpał inspiracje, co wydarzyło się naprawdę, a co wymyślił sam, by stworzyć zgrabną i wiarygodną historię.…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Rota” Grzegorz Brudnik – recenzja przedpremierowa

    01/06/2025 /

    Bardzo lubię poznawać nowych autorów, szczególnie polskich. Najczęściej są to debiutanci, ale zdarza mi się również sięgać po twórczość tych, których do tej pory nie miałam okazji bliżej poznać. I z takim przypadkiem przychodzę właśnie dzisiaj, w tą piękną i…

    czytaj dalej
    By Madusia
1011121314

Kilka słów o mnie

książki.
podróże.

a w skrócie:
obecnie w Krakowie.
lat 38.
oczy niebieskie.

w razie pytań:
kontakt@poprostumadusia.pl

Tagi

andaluzja (16) andora (2) beskidy (2) bieszczady (4) chorwacja (24) czechy (5) galicja (6) grecja (2) góry (35) hiszpania (33) jaskinia (3) jezioro (11) jura (6) kantabria (1) kastylia - la mancha (8) kastylia-leon (1) korona gór polski (15) kraj basków (3) kujawsko-pomorskie (3) la rioja (2) lombardia (4) mazury (5) miasto (53) mierzeja wiślana (6) morawy (3) morze (37) pieniny (2) podlasie (2) podsumowanie (5) polska (63) premiera (108) recenzja (312) stolice europejskie (6) sudety (8) szlak orlich gniazd (3) słowacja (3) tatry (9) toskania (11) warmia (4) wiatraki (4) włochy (17) zamek (11) zapowiedzi (42) zea (5) żagle (18)

Archiwa

Meta

  • Zaloguj się
  • Kanał wpisów
  • Kanał komentarzy
  • WordPress.org

poprostumadusia

Lubicie skandynawskie kryminały? Mnie przyciąga do Lubicie skandynawskie kryminały? Mnie przyciąga do nich ich szorstkość i mroczny klimat, a w pierwszej samodzielnej książce Henrika Fexeusa, dotychczas znanego z duetu z Camilla Läckberg, zdecydowanie tego nie brakuje.

„Zwierzę ofiarne” to mroczny, brutalny kryminał, zaczynający się niewinnie, bo od tajemniczego maila, który później rozpędza się jak kula śnieżna, wciągając bohaterów (i czytelnika) w śmiertelną grę o prawdę, pamięć i sekrety sprzed lat. 

David Lund nie pamięta pierwszych 12 lat swojego życia. Nieprzypadkowo, bo kiedy zaczyna szukać odpowiedzi, dzieją się rzeczy niebezpieczne, a spirala śmierci wydaje się nakręcać jak dziecięca zabawka. Nikt tu nie jest bezpieczny, a wiedza staje się najpotężniejszą walutą, gdy stawką jest życie albo śmierć. Nie ma nic pośrodku.

To historia pełna mroku, przemocy i moralnych szarości, tak bardzo niejednoznacznych. Narracja jest wieloosobowa, historię budujemy z fragmentów wyłuskiwanych z różnych linii czasowych, a każdy z bohaterów coś ukrywa. Wszystko to brzmi jak przepis na sukces, aczkolwiek nie obywa bez zgrzytów. Nie wszystkie wątki dostają swoje rozwiązania, a finał bardziej otwiera drzwi do kolejnych części serii niż cokolwiek wyjaśnia.

ALE! Bohaterowie są naprawdę świetnie napisani (patrz Florence), pojawia się zaskakujący wątek miłosny, a absolutnym skradaczem scen jest buldog Kreskin, grubiutki promyk radości w oceanie zła.

Czy to jest książka idealna? Nie.
Czy wciąga jak diabli? Zdecydowanie tak, bo zajęła mi jedno popołudnie z przerwami na kilka herbatek.

I to w sumie najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać.

Premiera w środę 28.01.

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy z @wydawnictwoczarnaowca 

#recenzjaksiążki #czytamirecenzuję #guineapigoftheday #czytambolubie #polskiebookstagramy
Gdybyście mieli przeczytać jedną książkę w tym rok Gdybyście mieli przeczytać jedną książkę w tym roku, to niech to będzie „Ostatnia zapałka”.

Są książki, które się czyta. 
I są takie, które się przeżywa, a „Ostatnia zapałka” należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

To krótka, oszczędna w słowach opowieść, która potrafi rozszarpać serce na strzępy, zanurzyć w smutku, rozpalić gniew, boleśnie uświadomić niesprawiedliwość świata. Historia snuta z kilku perspektyw odsłania dziecięce traumy, rodzinne schematy i pytanie, czy naprawdę da się uciec od tego, co zapisane w przeszłości.

Troje na czworo. 
Fatum. 
Los.
Przeznaczenie. 

A może jednak mamy wybór?

Są tu fragmenty tak przejmujące, że po ich przeczytaniu zostaje już tylko cisza i przełykane w niej słone łzy. 

Na pocieszenie pojawia się myśl, że dobro często istnieje w drobnych gestach, cichych ludziach, o których nikt nie napisze w podręcznikach historii.

To książka, którą najlepiej czytać wieczorem, w samotności, ale jej lekturze bardzo chce się kogoś przytulić. 

„Ostatnia zapałka” sprawia, że chce się być lepszym człowiekiem.

Czytajcie. Naprawdę warto.

Premiera w środę 28.01.

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @znak_koncept - narodziła się z chęci przytulenia i ukochania całego świata. 

#recenzjaksiążki #polskiebookstagramy #czytambolubie #ksiazkowelove #recenzjaprzedpremierowa
Plany na weekend gotowe? Książki do czytania wybra Plany na weekend gotowe? Książki do czytania wybrane? Kocyki przygotowane? Herbatka zaparzona? To zaczynamy, bo mam IDEALNĄ propozycję!

Są takie książki, które trafiają do nas dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Dla mnie taką właśnie lekturą okazała się „Głowa do góry, cycki do przodu” Gabrieli Gargaś.

Zaczęłam ją we wtorek po pracy,  bo chciałam przeczytać kilka stron, czy mi w ogóle podejdzie ten styl i ta tematyka, a skończyłam tego samego wieczora, śmiejąc się i płacząc na zmianę. I zużywając zbyt dużo znaczników, co nie zdarzyło mi się od czasów studenckich, czyli dawno. Naprawdę dawno.

To zdecydowanie nie jest zwykła książka, ja potraktowałam ją bardziej jak szczerą rozmowę z przyjaciółką, która mówi: hej, mam dokładnie tak samo. W krótkich felietonach autorka rozbraja mity kobiety-idealnej, matki polki i tej, która ogarnia wszystko. Pokazuje zmęczenie, niewidzialność, gorsze dni i momenty, kiedy po prostu nie mamy siły. Coś, co każda z nas przeżywa zdecydowanie zbyt często.

To ważna, czuła i bardzo potrzebna lektura o stawianiu granic, byciu sobą i o tym, że nie jesteśmy w swoich problemach wyjątkowe (chociaż tak nam się zawsze wydaje), bo każda z nas przez to przechodzi. Bez lukru, bez udawania, za to z ogromną empatią i lekkością, a przecież przez większość książki obracamy się w naprawdę trudnych tematach, o których często wolimy milczeć. A powinnyśmy krzyczeć!

Gabriela Gargaś nie odkrywa Ameryki, ale robi coś znacznie ważniejszego - daje ulgę i poczucie, że nie jesteśmy same. I jednocześnie przypomina, że czasem można poleżeć pod kocem w rozciągniętym swetrze, z zimną herbatką i to też jest okej. A ja właśnie to czynię.

„Głowa do góry, cycki do przodu” polecam z całego serduszka jako pozycję obowiązkową dla każdej kobiety, aczkolwiek nie tylko, bo może stać się pretekstem do nieprzeprowadzonych rozmów, za które tak ciężko się czasem zabrać.

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @wydawnictwoluna 

#recenzjaksiążki #czytampolskichautorów #zdjeciedlaksiazki #polskiebookstagramy #książkoholiczka
Nie kupuj, adoptuj! Szczególnie tak mroźną zimą, k Nie kupuj, adoptuj! Szczególnie tak mroźną zimą, która zaskoczyła nas w tym roku. 

Tosia jest taką właśnie adoptowaną świnką, porzuconą niemal rok temu na klatce schodowej w kartonowym pudełku i nie da się ukryć, że wyrosła na potężną dziołchę! I kocham ją bezwarunkowo. Tak samo jak Jadwigę i Miłosza Kłaczka.

#portretowy_fotowtorek_2026 #guineapiggies #polskiebookstagramy #petoftoday #fotowtorek_kfs
Dzień dobry w ten wyjątkowo mroźny wtorkowy porane Dzień dobry w ten wyjątkowo mroźny wtorkowy poranek. 

Nie lubię zaczynać serii od środka, ale dla „Schronu” Marcela Mossa postanowiłam zrobić wyjątek. Pomimo faktu, że to trzecia część przygód komisarza Sambora Malczewskiego, brak znajomości poprzednich powieści nie wpływa zbyt mocno na odbiór tej historii. 

Mała wieś Runowo, puszcza, legenda o słowiańskim „czarcim weselu” i powojenny schron skrywający ludzkie szczątki - Sambor Malczewski trafia w sam środek historii przesiąkniętej złem, brutalnością i tajemnicami sprzed lat. A gdy dochodzi do kolejnego makabrycznego morderstwa, robi się naprawdę duszno.

To jedna z najbardziej brutalnych książek Mossa, jakie czytałam (a czytałam ich sporo), momentami nawet aż za bardzo. Epatuje okropieństwem i chwilami odbiera komfort lektury, choć sama intryga jest rozbudowana i wciągająca do ostatniej strony. Przeczytałam jednym tchem, ale lekko nie było.

Najjaśniejszym punktem tej mrocznej opowieści jest zdecydowanie relacja Sambora z psem Terrorem. To bezcenny kontrapunkt dla tych wszystkich okropieństw, którymi książka jest naładowana po brzegi i zdecydowanie mój ulubiony wątek. To właśnie z jego powodu chcę sięgnąć po dwie wcześniejsze książki z tej serii.

„Schron” to książka, po której można mieć koszmary, więc nie polecam na samotne wieczory. Jeśli lubicie kryminały bez kompromisów, pełne zła, emocji i ciężkiego klimatu - ten Moss jest totalnie dla Was!

Premiera w środę 28.01.2026

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @filiamrocznastrona 

#bookmorning #czytampolskichautorów #recenzjaksiążki #recenzentka #polskiebookstagramy
I jak przeżyliście poniedziałek? U mnie nawet nie I jak przeżyliście poniedziałek? U mnie nawet nie było tak źle jak się spodziewałam, ale i tak skończyłam z bólem głowy. Czas zatem na zasłużony odpoczynek, a wiadomo, że ten najlepiej siada z dobrą książką!

Dwie kobiety. Dwaj nowo narodzeni chłopcy. Jedna sala porodowa, w której przeszłość powraca w najmniej odpowiednim momencie. 

„Cudze dziecko”  Daniela Hursta to duszny thriller psychologiczny, zaglądający głęboko w zakamarki kobiecej psychiki (co przy męskim autorze wydaje się nieco zaskakujące). 

Jade jest samotna, zagubiona i rozdarta między adopcją a macierzyństwem, zaś Avril to kobieta sukcesu z pozoru mająca wszystko. Łączy je coś więcej niż tylko przypadkowe spotkanie na porodówce. Łączy je krzywda sprzed lat. I pragnienie zemsty, która może zaboleć najmocniej.

Decyzja podjęta w chwili bólu i chaosu uruchamia lawinę konsekwencji, z których nie ma prostego wyjścia. Zamiana noworodków prowadzi do historii pełnej napięcia, moralnych dylematów i pytań o granice odpowiedzialności, winy i przebaczenia. A wszystko to zwieńczone  naprawdę zaskakującym zakończeniem.

Niestety momentami ta historia była dla mnie absolutnie niewiarygodna, co odbierało mi radość z lektury. Muszę jednak docenić jej warstwę psychologiczną i portrety bohaterek, tak bardzo niejednoznaczne i drażniące, a przez to tak bardzo ludzkie. 

Moim zdaniem ta książka idealnie sprawdziłaby się na ekranie, ale i na papierze czyta się ją całkiem nieźle, bo przymykając oko na jej słabości, dostarcza emocji w trakcie lektury.

„Cudze dziecko” to powieść nieidealna, ale intrygująca. A jej zakończenie zostaje w głowie na długo.

Premiera w najbliższą środę - 21.01.2026

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @filiamrocznastrona 

#recenzjaksiążki #recenzentka #czytam #zdjeciedlaksiazki #polskiebookstagramy
Zaobserwuj na Instagramie
madusia 2026 ©
  • Facebook
  • Instagram
Back to top