poprostumadusia.pl

blog o książkach, podróżach i Krakowie

Alt Sidebar
Random Article
Search
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem
  • Podróże
  • Lifestyle
  • Książki
  • Jedzenie
  • Kraków
  • Rowerem

No Widgets found in the Sidebar Alt!

Książki

Zaczytana Madusia: „Kolekcjoner lalek” Katarzyna Bonda – recenzja przedpremierowa

read more
Książki

Zaczytana Madusia: „Kandydat” Jakub Żulczyk – recenzja

read more
Książki

Zaczytana Madusia: Krótkie podsumowanie marca 2022!

read more
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Wysokofunkcjonująca depresja. Pięć kroków ku zdrowiu” Dr Judith Joseph – recenzja

    23/02/2026 /

    23.02. obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Pamiętajcie, że nie jesteście sami, a ważne informacje dotyczące wsparcia możecie znaleźć np. tu. Kiedy dostałam zaproszenie do recenzji pierwszej w Polsce książki dotyczącej wysokofunkcjonującej depresji, od razu wiedziałam, że to właśnie tego…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Córeczka” Romy Hausmann – recenzja przedpremierowa

    10/02/2026 /

    W każdej podróży towarzyszy mi książka. I nie ma tu znaczenia, czym się poruszam, bowiem od środka transportu zależy jedynie ilość pozycji, którą mogę ze sobą zabrać do bagażu. Najlepiej oczywiście jest podróżować własnym samochodem (znaczy się mąż prowadzi, ja…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Zagubiony wątek. Historia starożytności oraz kobiet, które ją tworzyły” Daisy Dunn – recenzja

    09/02/2026 /

    Szaleństwo przedurlopowe tak mnie pochłonęło, że nie udało mi się przez kilka ostatnich dni napisać absolutnie nic. Od sobotniego przedpołudnia zaś tonę w zachwytach nad pięknem i urokiem Seszeli, które podbiły moje serduszko i sprawiły, że wiem, jak wygląda raj.…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: Najciekawsze premiery lutego 2026!

    03/02/2026 /

    Tydzień nabiera rozpędu, a ja razem z nim. Do urlopu zostało mi raptem dwa i pół dnia, a lista zadań do zrealizowania w głowie (i na różnych karteczkach) przed nim ciągle się wydłuża. Ale dla kilku dni odpoczynku, tak bardzo…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Revolterium” Bernard Gromek – recenzja

    02/02/2026 /

    Zapewne niewielu z was wie, że w tym miesiącu będziemy obchodzić sto osiemdziesiątą rocznicę wybuchu powstania krakowskiego. To jeden z tych bardziej zapomnianych zrywów narodowych (aczkolwiek jest to nazwa mocno na wyrost, bowiem stoczono tylko jedną bitwę), a dodatkowo jeszcze…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Gdzie jesteś, siostrzyczko?” Max Czornyj – recenzja

    01/02/2026 /

    W trakcie ostatniego tygodnia stycznia zajmowałam się tkwiącą we mnie wewnętrzną dziewczynką, która stanowczo domagała się uwagi. Przełożyło się to na kilka wizyt lekarskich, mnóstwo przeczytanych stron i jeszcze więcej przespanego czasu. Jeszcze nie do końca czuję się w pełni…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Zwierzę ofiarne” Henrik Fexeus – recenzja przedpremierowa

    25/01/2026 /

    Skandynawskie kryminały mają swój niezaprzeczalny urok, pomimo charakterystycznej szorstkości i oszczędności w słowach. Ten północny chłód doskonale się sprawdza jako tło dla najbardziej brutalnych zbrodni, wciągając już od pierwszych stron. Znany jako współautor świetnie przyjętej serii z Camillą Läckberg Henrik…

    czytaj dalej
    By Madusia
  • Książki

    Zaczytana Madusia: „Ostatnia zapałka” Marie Vareille – recenzja przedpremierowa

    24/01/2026 /

    Są takie książki, które nie potrzebują wielkich słów. Powinno się je czytać na spokojnie, w ciszy, kiedy inni domownicy już śpią, żeby przypadkiem nas nie rozproszyli w trakcie lektury. "Ostatnia zapałka" wzbudziła moje zainteresowanie już samym tytułem, kojarząc się z…

    czytaj dalej
    By Madusia
12345

Kilka słów o mnie

książki.
podróże.

a w skrócie:
obecnie w Krakowie.
lat 38.
oczy niebieskie.

w razie pytań:
kontakt@poprostumadusia.pl

Tagi

andaluzja (16) andora (2) beskidy (2) bieszczady (4) chorwacja (24) czechy (5) galicja (6) grecja (2) góry (35) hiszpania (33) jaskinia (3) jezioro (11) jura (6) kantabria (1) kastylia - la mancha (8) kastylia-leon (1) korona gór polski (15) kraj basków (3) kujawsko-pomorskie (3) la rioja (2) lombardia (4) mazury (5) miasto (53) mierzeja wiślana (6) morawy (3) morze (37) pieniny (2) podlasie (2) podsumowanie (5) polska (63) premiera (115) recenzja (333) stolice europejskie (6) sudety (8) szlak orlich gniazd (3) słowacja (3) tatry (9) toskania (11) warmia (4) wiatraki (4) włochy (17) zamek (11) zapowiedzi (44) zea (5) żagle (18)

Archiwa

Meta

  • Zaloguj się
  • Kanał wpisów
  • Kanał komentarzy
  • WordPress.org

poprostumadusia

Powieści szpiegowskie mają dla mnie jedną wadę - b Powieści szpiegowskie mają dla mnie jedną wadę - bohaterów jest w nich zawsze za dużo.

„Reguły zdrady” nie są tu wyjątkiem. Pseudonimy, podwójni, potrójni agenci, przeskoki czasowe, zmiany miejsc akcji sprawiły, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron byłam kompletnie zagubiona i momentami miałam ochotę rozpisać sobie mapę powiązań między bohaterami, żeby ogarnąć kto jest kim i po czyjej stronie stoi. A i tak podejrzewam, że bym się przy tym pogubiła.

Kiedy jednak jakoś się już w tym połapałam, akcja ruszyła z kopytka i wciągnęła mnie na dobre. Historia rozgrywa się w wielu miejscach, od Polski, przez Rosję aż po Azerbejdżan i Estonię, gdzie autorzy stworzyli naprawdę rozbudowaną i pełną napięcia intrygę szpiegowską.

Najbardziej podobało mi się to, że w tej książce szpiegostwo nie jest pokazane jak w filmach akcji.  To w większości cierpliwość, czekanie latami na ruch przeciwnika i życie w ciągłej niepewności, komu można ufać, więc najczęściej towarzyszy szpiegom wyłącznie uczucie samotności.

Brzmi stresująco i przyznam szczerze, że absolutnie nie nadawałabym się na szpiega.

„Reguły zdrady” to naprawdę dobra powieść szpiegowska , chociaż jest tu mniej mojej ulubionej polityki, a zdecydowanie więcej śledztwa i niebezpiecznych technologii, które mogą stać się bronią. A do tego wszystko brzmi bardzo realistycznie, co jeszcze bardziej wciąga w historię.

Mimo trudnego początku ostatecznie bardzo dobrze bawiłam się przy tej książce, aczkolwiek liczyłam na inne zakończenie. 

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @wydawnictwoczarnaowca 

#recenzjaksiążki #książkanaweekend #czytajpolsko #zdjeciedlaksiazki #polskiebookstagramy
Do „Markiza” podchodziłam ze sporą rezerwą, bo twó Do „Markiza” podchodziłam ze sporą rezerwą, bo twórczość Przemysław Piotrowski ma opinię wyjątkowo brutalnej. I zdecydowanie nie jest przesadzona, aczkolwiek nasze pierwsze spotkanie wyszło całkiem zgrabnie.

Igor Brudny i Julia Zawadzka wyjeżdżają na Hel, gdzie kobieta ma przejść zabieg w jednej z tamtejszych klinik. Miał być spokój, morze, spacery i chwila oddechu, a zamiast tego pojawia się tajemniczy mężczyzna opowiadający o makabrycznych wydarzeniach w okolicy, a policja odnajduje zwłoki młodej kobiety we wraku statku.

A później nastrój siada totalnie, bowiem morderca chce Igora i robi wszystko, żeby wciągnąć go do śledztwa. Dosłownie i okrutnie. Igor nie ma wyjście, podejmuje rzuconą rękawicę i to jeszcze przed tym, jak sprawa nabierze osobistego charakteru. To nie będzie przyjemny czas.

Bardzo podobało mi się to, że akurat w „Markizie” widzimy Igora z dwóch stron, jako bezwzględnego nadkomisarza, ale też jako człowieka, który naprawdę troszczy się o Julię i próbuje ją chronić przed złem, które coraz bardziej się do nich zbliża.

Żeby jednak nie było, to ta książka jest naprawdę mroczna, brutalna i momentami obrzydliwa. Zdecydowanie reputacja Piotrowskiego nie jest bezpodstawna.

Niektóre sceny są naprawdę mocne i nie każdemu się spodobają, ale jednocześnie sprawiają, że bardzo trudno się oderwać od tej historii. Akcja jest wartka, a warstwa psychologiczna to prawdziwy majstersztyk.

Przyznam się szczerze, co samą mnie zaskoczyło, że „Markiz” naprawdę mnie wciągnął. To jedna z tych książek, o których trudno napisać, że mi się podobała, ale na pewno zostaje w głowie na długo. Nie zawsze trzeba bawić się w subtelności.

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @wydawnictwoczarnaowca 

#recenzjaksiążki #ksiazkanadzis #polskiebookstagramy #czytampolskichautorów #książkoholiczka
Co byś zrobił, gdyby zostało Ci tylko siedem dni ż Co byś zrobił, gdyby zostało Ci tylko siedem dni życia?

Koreańska legenda mówi, że Śmierć przychodzi po nas w postaci kogoś, kogo kochaliśmy, a w książce „Tydzień, zanim umrę” ta myśl nabiera wyjątkowo poruszającego znaczenia. To była jedna z tych książek, która na długo wytrąciła mnie z równowagi i dlatego też jej recenzja pojawia się dopiero półtora miesiąca po premierze. Czasem trzeba długo ją przemyśleć.

Hee-wan niespodziewanie spotyka Nam-u, swojego przyjaciela, z którym łączyło ją coś znacznie głębszego niż oboje chcieli przyznać. Problem tylko w tym, że chłopak od dawna nie żyje, więc jego powrót oznacza tylko jedno - Hee-wan zostało siedem dni życia.

Jednak zamiast rozpaczy, dostajemy listę rzeczy do przeżycia, co oznacza wspólne chwile, niedokończone rozmowy, próby nadrobienia tego, co kiedyś zostało przemilczane.

I właśnie to boli najbardziej, bowiem nie jest to tylko opowieść o miłości. Spodziewałam się lekkiej romantycznej historii, a otrzymałam prawdziwie emocjonalny rollercoaster. Momentami aż musiałam odkładać książkę, żeby złapać oddech, tak mnie niektóre emocje dławiły. Tak, płacz też.

To jedna z tych opowieści, które zostają w głowie na długo i zmuszają do zadania pytania, czy naprawdę żyję tak, jak chcę? 

„Tydzień, zanim umrę” to historia cicha, nostalgiczna i pełna emocji, bez przesadnej egzaltacji, za to z ogromną siłą oddziaływania.

Bo jutro nie jest nikomu obiecane, więc carpe diem, kochani!

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @znak_literanova 

A zdjęcie jeszcze z malowniczych Seszeli.

#czytambolubie #recenzentka #czytelniczka #książkara #polskiebookstagramy
można utonąć w dzisiejszych premierach.💜 #polskib można utonąć w dzisiejszych premierach.💜

#polskibookstagram #bookreelsofinstagram #czytajpolsko #czytambolubie #kochamczytac
Są takie miejsca, gdzie lepiej nie schodzić ze szl Są takie miejsca, gdzie lepiej nie schodzić ze szlaku i takim miejscem jest Oszast – odludny fragment Beskidu Żywieckiego, gdzie las zdaje się żyć własnym życiem, a półmrok nigdy do końca nie ustępuje. I to właśnie tutaj swoją historię osadził Grzegorz Mirosław w swojej nowej książce.

Na środku leśnej drogi odnaleziony zostaje zakrwawiony mężczyzna, mamroczący ciągle o żonie i dziecku, po których nie ma nawet żadnego śladu. A im więcej faktów wychodzi na jaw, tym bardziej sytuacja staje się zagmatwana i niezrozumiała.

„Oszast” to historia, która od pierwszych stron przytłacza czytelnika gęstym, dusznym klimatem. Czuć tu dzikość natury, niepokój i coś, co trudno jednoznacznie określić, co czai się gdzieś między drzewami.

Wyjątkowo podoba mi się główna bohaterka, aspirant sztabowa Anna Kocoń, zwyczajna dzielnicowa, bez wielkich tytułów i doświadczenia, ale za to z doskonałą znajomością lokalnych legend. Bo te, jak się powoli okazuje, mogą mieć więcej wspólnego z teraźniejszością niż ktokolwiek by chciał przyznać.

Przeszłość miesza się tu z teraźniejszością, a echa dawnych tragedii (mających korzenie aż XIX wieku) wciąż rezonują w beskidzkich lasach. I robi się naprawdę mrocznie…

„Oszast” to zdecydowanie jedna z tych historii, gdzie napięcie nie odpuszcza aż do ostatniej strony, a zakończenie nie bierze jeńców.

Zdecydowanie polecam, to kolejny świetny thriller, który dzisiaj ma swoją premierę!

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @znakjednymslowem 

#recenzjaksiążki #czytampolskichautorów #guineapigoftheday #recenzjaksiążkowa #polskiebookstagramy
Na taki thriller psychologiczny czekałam, chociaż Na taki thriller psychologiczny czekałam, chociaż nawet tego nie wiedziałam!

Czasami wystarczy jedno wydarzenie, żeby całe poczucie bezpieczeństwa rozsypało się jak domek z kart. I właśnie od takiego momentu zaczyna się historia Joanny, głównej bohaterki najnowszej książki Alicji Sinickiej „Laurka”.

Poznajemy ją jako szczęśliwą, spełnioną kobietę,  której życie o sto osiemdziesiąt stopni zmienia jedna noc, kiedy nakryła włamywaczy we własnym domu. Strach, trauma i życie w ciągłym napięciu sprawiają, że wraz z mężem postanawiają się przeprowadzić, żeby w nowym miejscu spróbować zacząć żyć normalnie.

Nowe osiedle, mili sąsiedzi, przyjazna atmosfera, początkowo wszystko wygląda sielankowo. Problem jednak w tym, że bardzo szybko okazuje się, że za tym spokojem kryje się coś bardzo niepokojącego. A kiedy młodsza córka sąsiadki w podzięce za opiekę wręcza jej laurkę ze słowem „pomocy” wszystkie strachy budzą się ze zdwojoną siłą…

Napięcie rośnie z każdą stroną, a razem z Joanną zaczynamy się zastanawiać, co jest prawdą, komu można ufać i czy największe zagrożenie faktycznie czai się na zewnątrz. To jeden z tych thrillerów psychologicznych, w których człowiek zaczyna gubić się razem z bohaterką i sam już nie wie, co jest rzeczywistością, a co tylko strachem i paranoją. Przerażające uczucie, a przecież my tylko towarzyszymy głównej bohaterce.

„Laurka” jest gęsta od emocji, niepokoju i napięcia, serio, naprawdę dawno nie czytałam thrillera, który aż tak wszedłby mi do głowy. Pod koniec musiałam robić przerwy, żeby trochę odetchnąć, bo ta historia momentami naprawdę przytłacza.

„Laurka” ma swoją premierę jutro i osobiście uważam, że to totalny must read tej wiosny. Ta książka robi taki nieporządek w chaosie, że po prostu trzeba ją przeczytać!

Szersza recenzja czeka na blogasku, a powstała we współpracy barterowej z @wydawnictwo_wab 

#polskiebookstagramy #wiosenne_kwiaty_fotowtorek_2026 #czytajpolsko #recenzjaprzedpremierowa #guineapigoftheday
Zaobserwuj na Instagramie
madusia 2026 ©
  • Facebook
  • Instagram
Back to top