Podróże

Hiszpańskie opowieści: jeden dzień w Toledo.

       Zamotany ten początek roku jest totalnie. Chwilami jest ciężko, mimo to dobry nastrój mnie nie opuszcza. Postanowienia noworoczne realizują się powoli, ale taki ich urok, pewnych spraw się nie przyspieszy. Zastanawialiśmy się jak rozplanować tegoroczne urlopy (co ta praca z człowiekiem robi ;p) i stwierdziłam, że w tym roku darujemy sobie Hiszpanię, bo wreszcie byłoby fajnie pojechać gdzieś indziej. W związku z tym zaczęłam szukać biletów gdzieś na weekend majowy (ale się okazało, że to jednak kiepski termin) i padło na Wielkanoc. Tutaj wybór już był większy, dwa dni debatowaliśmy i wreszcie padło na… tak, oczywiście, że na Hiszpanię. ;p Tym razem jednak już nie Andaluzja, tylko lecimy do Girony i w zależności od pogody będziemy dalej działać. W planach jest Kraj Basków, ale na przełomie marca i kwietnia może być różnie, więc na razie konkretów nie ustalamy. Na to przyjdzie czas jakiś tydzień przed wyjazdem, jak prognozy będą mniej więcej przewidywalne. A że od momentu zakupu biletów tylko znów Hiszpanię mam w serduszku to stwierdziłam, że jest to idealny moment, żeby cofnąć się do listopada i opowiedzieć trochę o naszej podróży do Andaluzji i Kastylii La – Manchy. I dzisiaj stolica tej ostatniej wspólnoty autonomicznej będzie głównym bohaterem. Zapraszam Was do słonecznego Toledo! 🙂
          Nie ukrywam, że podróżowanie to prawdziwa przyjemność, ale sporą frajdę sprawia też samo jej planowanie. Tym razem nie było inaczej, dopracowywaliśmy tą wyprawę dość długo, chcąc po drodze zobaczyć jak najwięcej. I tak w pewien pochmurny listopadowy czwartek wsiedliśmy do samolotu na krakowskich Balicach, żeby wylądować po ponad trzech godzinach lotu w Madrycie. Tam szybko odebraliśmy samochód, nacieszyliśmy się widokiem zachodzącego słońca i pomknęliśmy autostradą niecałe sto kilometrów prosto do stolicy Kastylii La Manchy. Pierwszy raz szarpnęliśmy się na ciut lepszy hotel na wzgórzu z widokiem na całe miasto (bo nie wiem czy wiecie, ale centrum Toledo też leży na wzgórzu w zakolu rzeki Tag). Mogliśmy obserwować jego panoramę w każdym świetle (i dlatego też sporo jej zdjęć się tu pojawi) i za każdym razem tak samo mocno mnie zachwycała. Zwiedzanie miasta zaplanowaliśmy jednak na rano, trzeba było najpierw odespać emocje przedwyjazdowe. 🙂

pierwsza noc z Hiszpanii, Toledo w tle. <3
         Rano szybko zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy prosto do miasta. Spacerkiem było to jakieś dziesięć minut, które pozwoliło nam się rozgrzać, bo dopóki słońce nie zaczęło mocniej świecić, to wcale nie było zbyt ciepło. Mieszkaliśmy od strony mostu świętego Marcina, po którym wchodziliśmy do centrum. Jest to most z XIV wieku i prezentuje się naprawdę całkiem nieźle, chociaż najpiękniejsze jednak są widoki z niego. 🙂 Rzeka Tag z tej strony robi świetną robotę, a w blasku słońca lśniła wprost nieziemsko. Z każdym krokiem coraz bardziej mi się tu podobało, a nawet jeszcze nie weszliśmy do miasta. 😉

       Po przejściu mostu i wkroczeniu przez bramę do miasta nie mieliśmy w sumie żadnych konkretnych planów. Wiedzieliśmy gdzie chcemy iść, ale nie zaplanowaliśmy żadnej kolejności. Szliśmy po prostu przed siebie, czasem tylko posiłkując się mapą, żeby mniej więcej wiedzieć gdzie się właśnie znajdujemy i co ciekawego mijamy. 😉 
         W trakcie spaceru urzekło mnie milion malutkich i wąziutkich uliczek, przez które chwilami nawet mnie było ciężko się przecisnąć. Na zdjęciu powyżej widać niezwykle oryginalną instalację artystyczną, na którą natknęliśmy się na jakimś dziedzińcu. Po kilkudziesięciu minutach takiego wolnego spaceru postanowiliśmy udać się do Katedry Najświętszej Marii Panny, która jest jedną z najbardziej znaczących budowli gotyckich w całym kraju. Nas oczywiście najbardziej ciągnęło na wieżę, bo wiadomo, że jak katedra to musi być i jakaś fajna wieża. I była. Niekoniecznie jednak fajna. ;p
        Na wprost wejścia do katedry znajduje się mały w sumie sklepik, gdzie można zakupić bilety wstępu. Normalnie kosztują 10 euro od osoby, zaś z wejściem na wieżę jest to już wydatek większy o 2,5 euro. Te z wieżą są na konkretną godzinę, ponieważ jest ustalony limit wejść, który nie przekracza chyba 150 osób dziennie. Nasza pora wejścia tak wypadała, że najpierw zwiedzaliśmy wnętrze katedry, które może się podobać. Niestety, część była wyłączona ze zwiedzania z powodu trwających przygotowań do jakiegoś koncertu. Nie była to jednak istotna część, jedynie nie można jej było obejść dookoła. 🙂

        Ze znalezieniem wejścia na wieżę mieliśmy przygody, bo znajduje się ono dokładnie po drugiej stronie niż wieża. 😉 Przez to byliśmy trochę zmyleni, a fakt, że nie było absolutnie żadnej kolejki nie ułatwiał nam odnalezienia prawidłowego wejścia. Pewności, że jesteśmy w dobrym miejscu nabraliśmy dopiero, gdy z ciemnego korytarza wyłonił się klucznik z pękiem wielkich kluczy, którymi otwierał wielką kratę odgradzającą wejście na wieżę od krużganków. Koniec końców zebrała się grupa kilkunastu osób, która dzielnie podążała za klucznikiem w tej niesamowitej wyprawie na wieżę. Niestety, wieża nas rozczarowała. Nie było wejścia na sam jej czubek, zwiedzanie kończyło się poziom niżej, a dodatkowo widoków z niej nie było absolutnie żadnych, ponieważ każde okno jest zakratowane wielką brzydką siatką. Zwykle nie jest to też problem, bo takie zabezpieczenia często się zdarzają, ale wtedy przynajmniej można do tej siatki podejść. Tutaj można było wyglądać zza barierki ustawionej jakieś pół metra/metr od okna i siatki. Beznadzieja, nie było szansy zrobić żadnego fajnego zdjęcia, a i samo podziwianie okolicy było mocno utrudnione. Bywaliśmy na fajniejszych wieżach i to nawet w trakcie tego wyjazdu (poczekajcie tylko na relację z Kordoby!). Dobrze, że chociaż wchodząc na tą wieżę można było się zatrzymać na jednym zewnętrznym tarasie z widokiem na plac przed katedrą. Ale to trochę mało. 😉
widok z wejścia prowadzącego na wieżę. ;p
jedyne w miarę sensowne zdjęcie z wieży (na pierwszym planie serce dzwonu).
widok na ratusz w Toledo.
       Oj rozczarowała nas ta wieża, rozczarowała nawet bardzo. Dlatego też, żeby nie mieć poczucia wyjątkowo zmarnowanych pieniędzy dokładniej zwiedziliśmy całe wnętrze katedry. I bardzo dobrze, bo naprawdę niezłe zbiory tutaj mają. I sporo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. 😉 Mnie osobiście najbardziej podobały się stare książki i sklepienia niektórych kaplic. Cudo!

       Po wyjściu z katedry znów ruszyliśmy spacerkiem przed siebie, gubiąc się po raz kolejny w tych małych pokręconych uliczkach. 😉 Tym razem planowaliśmy dotrzeć do najbardziej charakterystycznego budynku całego Toledo – Alkazaru. Trochę żałowaliśmy, że z naszego hotelu akurat go nie widać, ale panorama miasta z katedrą też prezentowała się całkiem nieźle. A na pewno oryginalniej, bo najpopularniejsze są jednak te panoramy z drugiej strony, właśnie z Alkazarem dominującym nad miastem.

fragment Alkazaru.
       Obecnie w Alkazarze znajduje się Muzeum Wojska, do którego nie za bardzo chciało mi się iść, więc po prostu je sobie odpuściliśmy. Z drugiej strony budynku znajduje się zaś Biblioteka, która na górnym piętrze ma kawiarnię z najpiękniejszym widokiem na miasto (przynajmniej tak głosiła informacja wisząca na drzwiach wejściowych). Nienasyceni tym co zafundowała nam wieża skusiliśmy się na wyprawę windą na najwyższe piętro Alkazaru. I to był strzał w dziesiątkę, bo widok wreszcie był zacny. Szkoda tylko, że ciągle tego Alkazaru tylko z daleka nie widzieliśmy. ;p

i obowiązkowa fota w windzie. ;p
       Po wyjściu z Alkazaru ruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem spacer przebiegał murami miejskimi, co już po kilku kilometrach spaceru zrobionych wcześniej było nieco uciążliwe, zwłaszcza że głównie wspinaliśmy się pod górę. Ale widoki wynagradzały nam to zmęczenie, rzeka wiła się malowniczo, a bramy wejściowe do miasta prezentowały niezwykle dostojnie. 🙂

          Fajnym pomysłem w Toledo są schody ruchome, które wiozą mieszkańców i turystów w górę i w dół, oszczędzając im sporego wysiłku. Myśmy oczywiście dopiero później je znaleźli, ale za to o wiele mocniej doceniłam ich obecność. 😉 Z każdym kolejnym kilometrem spaceru mieliśmy coraz bardziej dość, więc siedliśmy w jednym z ogródków knajpianych na obiad, by trochę zregenerować siły. Następnie wybraliśmy się na spacer po dzielnicy żydowskiej, bowiem ta kultura jest jedną z trzech koegzystujących ze sobą obok chrześcijańskiej i mauretańskiej. I te wpływy naprawdę w mieście widać. Planowaliśmy się też wybrać wreszcie do jakiejś synagogi, ale znów nam się wyszło i tylko podziwialiśmy je z zewnątrz.

Synagoga El Tránsito
       Dzień w listopadzie nie jest tak długi jak w wakacje, dlatego po siedemnastej słońce zaczynało się już chylić ku zachodowi, a dla nas był to znak do odwrotu. Po zachodzie słońca temperatura niemalże momentalnie spada o kilka stopni i robi się naprawdę zimno.

to wielkie półkole w tle to właśnie nasz hotel. 😉
Klasztor San Juan de los Reyes w Toledo (XV w.)
        Wracaliśmy dokładnie tą samą drogą, więc mogliśmy znów podziwiać most św. Marcina. W blasku zachodzącego słońca prezentował się jeszcze piękniej. Zupełnie inaczej wyglądał też w tym blasku fragment murów miejskich widocznych z drugiej strony rzeki. A mnie osobiście urzekł plac zabaw z takim właśnie widokiem, gdzie zupełnie nie chciałam zejść z huśtawki. ;p
       Już z naszego hotelowego balkonu podziwialiśmy panoramę miasta i zmieniające się kolory nieba, które nadawały mu niesamowitego uroku. Toledo totalnie mnie urzekło i podbiło moje serduszko. <3
      Przyznam Wam szczerze, że jeśli ktoś dotarł do końca tej notki, to jest moim bohaterem. 😉 Wiem, że sporo się rozpisałam i że sporo zdjęć wrzuciłam, ale naprawdę była stolica Hiszpanii (tak, Toledo nią było, chociaż właściwie było do 1561 roku stolicą Królestwa Kastylii) wywarła na mnie niezwykle pozytywne wrażenie. I chociaż głównie zwiedzaliśmy ją spacerując, a nie wchodząc do żadnych budynków (bo tak naprawdę tylko katedrę obejrzeliśmy dokładnie) to taka forma wydaje się być idealną w przypadku tego miasta. Gdybyśmy byli tutaj jeszcze jeden dzień dłużej, wówczas na pewno wybralibyśmy się na drugą stronę, żeby zobaczyć panoramę miasta z Alkazarem w roli głównej. Ale może jeszcze kiedyś się uda tutaj zajrzeć. 😉

~~Madusia.

No Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *