Kraków

Wrześniowe spacery

       Piękny mamy wrzesień tego roku. Tak jakoś wyszło, że właściwie wszystko idzie po mojej myśli: zdawanie egzaminów (nie tylko przeze mnie ;p), idealna pogoda w weekendy i nawet hipopotam wychodzi z basenu akurat wtedy, gdy chcę go zobaczyć. 😉 Śmieję się z tego oczywiście, ale jednak coś dobrego w tym wrześniu jest. Może pomijając dzień dzisiejszy, bo należy on do kategorii tych, gdy zaczyna padać akurat wtedy, kiedy wysiadasz z autobusu, parasol nie chce się otworzyć, wiatr zrywa kaptur z głowy, a włosy wprost na nim szaleją, zaś trampki dochodzą do wniosku, że najlepiej im jest, gdy chlupocze w nich woda.
       Nie mogę jednak narzekać za bardzo, zwłaszcza po ostatnim przepięknym weekendzie, który się nam przydarzył w Krakowie. Pogoda zdecydowanie rozpieszczała i zachęcała do spacerów, więc nie było mowy o marnowaniu czasu w domu. I tak w sobotę po południu wybrałam się na Kopiec Kraka, który aż wstyd przyznać, odkryłam dopiero w zeszłym roku. I od tamtej pory dzielę się swoim odkryciem z innymi, którym też nie udało się wcześniej tam dotrzeć. Podobnie było i tym razem, dzięki czemu spacer bardziej przypominał spacer (bo sama zdecydowanie zbyt szybko chodzę, co ma swoje plusy, ale i też i minusy) i nie musiałam robić sobie foci z rąsi. ;p
panorama Krakowa- widok z kopca Kraka.
widok na sam kopiec. i rozdarte drzewo jak u Żeromskiego.(chociaż to nie sosna)
focia nie z rąsi. ;p widok na kamieniołom Liban, gdzie kręcono \”Listę Schindlera\”
pomnik Ofiar Faszyzmu w Krakowie na terenie byłego obozu \”Płaszów\”
nastrojowo. zawsze mnie po wizycie tam łapie chwila smutku i zadumy.
      W niedzielę natomiast już od dawna miałam zaplanowane wyjście do krakowskiego ZOO, gdzie nie udało mi się nigdy wcześniej dotrzeć. Raz już prawie miałam iść, ale wybrałam się wtedy na Kopiec Piłsudskiego i na ZOO nie wystarczyło mi już czasu. Tym razem było inaczej, zwłaszcza że pogoda nadal rozpieszczała i można było urządzić sobie nieco dłuższy spacer Laskiem Wolskim. Okazało się, że nie tylko ja miałam taki pomysł na spędzenie niedzieli i zarówno w Lasku jak i w ZOO były tłumy ludzi. W niczym to jednak nie umniejszyło mojej radości, tak właściwie to się tym zupełnie nie przejmowałam, tylko bawiłam się jak dziecko. A chwilami nawet lepiej niż one. ;p

       Najśmieszniejsze w tej całej wizycie było to, że najbardziej i tak podobały mi się świnki morskie w mini zoo i mogłabym tam z nimi siedzieć cały dzień. 😉 Aczkolwiek, jak widać na załączonych powyżej zdjęciach, nie tylko one przykuły moją uwagę. Zaraz po świnkach chyba najbardziej podobały mi się surykatki, zwłaszcza ta jedna ze zdjęcia, która przeuroczo do niego pozowała. 😉
Mam ogromną nadzieję, że to nie był ostatni ładny weekend i że jeszcze pogoda będzie sprzyjała spacerom, bowiem mam nadal kilka miejsc, które koniecznie chcę odwiedzić. Ponownie i po raz pierwszy. 😉
Trzymajcie się wszyscy ciepło. Buziak.

~~Madusia.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *