Książki

Zaczytana Madusia: „Skradzione życie Colette Marceau” Kristin Harmel – recenzja

Świąteczny weekend sprzyja odpoczynkowi i nabraniu sił, więc dzisiaj siedziałam głównie pod kocykiem, przygotowując się na nadchodzące spotkania rodzinne, okraszone dużą ilością pysznego jedzonka. W międzyczasie też nadrabiam zaległości, zarówno czytelnicze, jak i recenzenckie. „Skradzione życie Colette Marceau” autorstwa Kristin Harmel trochę czekało na swoją kolej, ale nareszcie nadszedł czas na jego recenzję. Zapraszam na lekturę!

Praktycznie każda rodzina ma swoje tradycje, często zrozumiałe wyłącznie dla nich samych. Mała Colette, już jako mała dziewczynka, zostaje wtajemniczona w przekazywaną z pokolenia na pokolenie zasadę, że kobiety w ich rodzinie zabierają okrutnym i bogatym, po to, by pomagać skrzywdzonym. I chociaż brzmi to wszystko pięknie i wzniośle, oznacza po prostu zwykłą kradzież, najczęściej biżuterii, bowiem stosunkowo łatwo ją z kogoś ściągnąć, nie dając się jednocześnie zauważyć. A kobiety w rodzinie Marceau mają to opanowane do perfekcji, trenując już od wczesnych lat dzieciństwa. Colette nie jest wyjątkiem, wyjątkowe są jednak czasy, w których przyszło jej żyć – tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, gdy nad Paryżem zbierają się ciemne chmury historii. Nad miastem zapadnie zmrok, szczególnie w momencie, gdy zaczną się prześladowania mieszkańców żydowskiego pochodzenia, których koniec jest nam doskonale znany. Ale nawet w tak okrutnych czasach, zdarzają się ludzie, dla których dobro i związane z nim wartości stają się cenniejsze niż ich własne życie.

Cienie tamtych wydarzeń położą się na całym dorosłym życiu Colette, nieustannie wiernej rodzinnej tradycji, nawet mimo upływu lat. Kiedy ponownie się z nią spotykamy na dziewięćdziesiąt lat, mieszka w Stanach, a ze swojego procederu uczyniła samonapędzającą się maszynkę dobra, przeznaczając większość zdobytych środków na działania charytatywne. Wszystko jednak zmienia się, gdy na horyzoncie pojawia się bezcenna, acz wyjątkowo dobrze jej znana, bliźniacza bransoletka, kryjąca w sobie niezwykłą historię. To będzie punkt zwrotny, który wywróci życie Colette do góry nogami.

Wydawać by się mogło, że to wszystko brzmi nieco banalnie i znajomo, ile już razy czytaliśmy podobne historie, a mimo to, Harmel potrafi czytelnika zaskoczyć. Perfekcyjnie łączy teraźniejszość ze wspomnieniami Colette, budując przy tym pełne oczekiwania napięcie sprawiające, że ciężko się oderwać od lektury. I chociaż momentami ta historia bywa przytłaczająca, szczególnie wątki dotyczące okresu wojennego w Paryżu są mocno obciążające, daje również nadzieję. Nie zawsze wiąże się to ze szczęśliwym zakończeniem, wszak życie nie jest nimi usiane, ale koniec końców pozwala odnaleźć spokój.

„Skradzione życie Colette Marceau” to opowieść melancholijna i przejmująca, a jednocześnie pełna ciepła i niezwykłej wrażliwości. Tradycja rodziny Marceau nie należy do chwalebnych i zasadne staje się pytanie, czy cel uświęca środki, czy takie postępowanie powinno budzić naszą niechęć czy podziw. Sama nie jestem pewna odpowiedzi, na szczęście nie muszę opowiadać się po żadnej ze stron. Na pewno jednak wiem, że ta historia jest warta sięgnięcia po nią, zmusza bowiem do refleksji na wielu płaszczyznach, a i po przeczytaniu na długo zostaje w serduszku. Polecam, to naprawdę piękna książka!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Świat Książki/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *