Zaczytana Madusia: „To za dużo dla mnie” Darko Cvijetić – recenzja przedpremierowa
Darko Cvijetić pojawił się w moim życiu niecały rok temu, na początku maja. Objętościowo niepozorne „Czemu na podłodze śpisz” wstrząsnęło mną przeokrutnie, w ten niepowtarzalny sposób, w jaki kopie po serduszku literatura wojenna. Krótkie, dosadne zdania, pozorna beznamiętność w relacjonowaniu najtrudniejszych ludzkich przeżyć – tego nie da się zapomnieć, bo trafia w sam środek serduszka. Teraz nadszedł czas na „To za dużo dla mnie” – zapraszam na recenzję, chociaż to znów nie jest ani łatwe ani przyjemne. Czasem musi boleć.

„To za dużo dla mnie” brzmi jak ostrzeżenie, jak wyraz bezradności, kiedy życie nas przerasta i jedyne na co mamy ochotę, to skulić się pod kocem i udawać, że nas nie ma, a świat nie istnieje. Czas jednak płynie nieubłaganie i wszystko mija, nawet zbrodnie przeciwko ludzkości mają swoją datę ważności. Filip Latinović po dwudziestu latach od usłyszenia wyroku, powraca do rodzinnego kraju, gdzie witany jest jak bohater narodowy. Ten, który mordował z zimną krwią, mający na sumieniu tyle niewinnych dusz – bohaterem. Wojny bałkańskie były prawdziwie okrutne, wymykające się jednoznacznym ocenom.
Darko Cvijetić operuje słowami jak skalpelem – są surowe, rozdzierające i wyjątkowo oszczędne. To za ich pomocą tworzy bezduszne opowieści, w których człowieczeństwo nie istnieje. Skupiając się na postaci Filipa otrzymujemy możliwość spojrzenia do wewnątrz, chociaż poszukiwania korzeni zła nie przyniosą rezultatów. Nie ma usprawiedliwienia, nie ma wytłumaczenia, nie ma przebaczenia. Życie Filipa to jedynie powidoki minionych zbrodni, które prześladują go na każdym kroku.
„To za dużo dla mnie” w odbiorze jest jeszcze cięższa niż „Czemu na podłodze śpisz” – tamtejsze miniatury boleśnie raniły, skupiając się głównie na tym, co było, bez patrzenia przed siebie, to staje się przedmiotem rozważań najnowszej książka Cvijetica. I stąd właśnie bierze się trudność, bowiem w wyciąganiu wniosków z historii ludzkość wcale najlepsza nie jest. Absurdalność niektórych historii, ciągłe powielanie schematów, które nie służą niczemu dobremu, a przede wszystkim bezsensowne rolowanie zła – raz pojawiające się na świecie nie znika, tylko przechodzi na następne pokolenia. I tak to się toczy, a Cvijetić próbuje nas uczulić, że to nie jest najlepsza droga. Rozwiązanie jednak musimy znaleźć sami.
„To za dużo dla mnie” jest historią, którą muszę mocno przepracować sama w sobie, bo przecież już tytuł jest ostrzeżeniem, że będzie to trudne do dźwignięcia. Na pewno bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy koniecznie musimy ten ciężar zrzucać na ramiona przyszłych pokoleń, żeby nieprzerwanie obok siebie żył zbrodniarz i jego ofiara, czy jednak nastąpi taki moment, gdy stwierdzimy, że już dość, że to było, minęło, trzeba się odgrodzić grubą kreską i spróbować żyć bez sztucznych podziałów wynikających z zamierzchłych wydarzeń. Wybaczenie czy zapomnienie – tu nie ma prostych odpowiedzi. Cvijetić jednak zmusza do przemyśleń. Warto poświęcić im trochę czasu.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Noir Sur Blanc/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



