Bez kategorii

Zaczytana Madusia: „Dobra samarytanka” John Marrs – recenzja

Z każdym kolejnym dniem coraz ciężej jest mi zasiąść z powrotem do pisania, szczególnie gdy widzę piętrzące się stosy książek – tych przeczytanych i tych, które ciągle czekają na swoją kolej. Moja motywacja szoruje po dnie, maj zupełnie nie cieszy w tym roku, jedynie warszawskie targi książki jawią się jako jedyny jasny punkt na horyzoncie. Na szczęście już coraz bliższym, bo raptem trzy dni mnie dzielą od tej wyprawy. I w związku z tym postanowiłam coś napisać, szczególnie, że w weekend pochłonęłam thriller, w którym pokładałam spore nadzieje. Czy „Dobra samarytanka” spełniła moje oczekiwania? Zapraszam na recenzję!

Osoby pracujące w telefonach zaufania zdecydowanie nie mają łatwej pracy, biorąc na siebie ciężar, którego nie potrafią unieść wybierający ten numer. Ostatni Przystanek jest jednym z przykładów takiej organizacji, gdzie dzwoniący szukają wsparcia, bowiem wydaje im się, że nic więcej już ich w życiu nie czeka. I chociaż wolontariusze nie mogą ani oceniać ani doradzać, to zadając odpowiednie pytania, powoli naprowadzają rozmówców, że jednak jakaś nadzieja istnieje i odebranie sobie życia wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem. A przynajmniej zdecydowana większość wolontariuszy ma taki cel, gdyż wśród nich znajduje się Laura Morris, która ma zupełnie inne zamiary.

Nasza bohaterka początkowo wydaje się być szczęśliwą, spełnioną kobietą. Na pozór radzi sobie doskonale jako oddana żona, troskliwa matka i empatyczna współpracowniczka, aczkolwiek często idzie na łatwiznę, posiłkując się gotowymi rozwiązaniami, które przedstawia jako własne – chociażby podając zakupione w sklepie ciastka jako własne, troskliwie udekorowane własnoręcznie przygotowywanym dżemem, oczywiście ze sklepu. Największą jednak satysfakcję daje kobiecie wolontariat w Ostatnim Przystanku, gdzie rozmawiając z osobami na krawędzi, często popycha je tam, gdzie nie ma już nic więcej. I należy przyznać, że akurat w tym jest absolutnie perfekcyjna. A przynajmniej do pewnego momentu, gdy jej kolejny cel okaże się kimś zupełnie innym niż ten, za kogo się podaje w trakcie rozmów. Oj, będą szły iskry!

Przyznam się, że „Ostatnia samarytanka” mocno mnie zaskoczyła, nie spodziewałam się aż tak bardzo złożonej historii niż to wynika z okładkowego opisu. I zupełnie też nie byłam na nią przygotowana, stąd też momentami byłam aż wytrącona z równowagi, gdy z wypiekami na twarzy przemierzałam kolejne strony. Marrsa kojarzę z ciężkimi tematami, ale tutaj popłynął trochę za daleko, ta historia chwilami wpadała w błędne koło i miałam wrażenie, że nigdy się nie skończy, bo zawsze coś jeszcze się wydarzy.

Na plus wyróżnia się zdecydowanie warstwa psychologiczna, odgrywająca w tej historii, tak naprawdę, główną rolę. Złożoność postaci Laury jest niesamowita, ciężko czasem było odróżnić prawdę od wytworów jej wyobraźni, wszystko zawsze wydawało się realne. Jej wielowarstwowość przypominała momentami słynną cebulę ze Shreka, oddzieranie warstwy po warstwie przybliżało nas do prawdziwej twarzy bohaterki, ale wcale nie możemy mieć pewności, że udało się nam ją odkryć. Marrs tworząc jej obraz musiał sobie to wszystko nieźle rozrysowywać, bo naprawdę nie jest łatwo połapać się w obliczach Laury.

Trzeba też podkreślić, że nie tylko Laura jest ciekawym obiektem do oceny, równie intrygującą postacią jest Ryan, będący przykładem osoby doprowadzonej do ostateczności na skutek intryg, pomówień i niedopowiedzeń. Było mi go żal, bo osobiście uważam, że nie ma gorszego uczucia niż niezrozumienie i przekonywanie wszystkich do swojej racji, gdy absolutnie nikt ci nie wierzy, bo fakty mówią co innego. Taka bezradność bywa obezwładniająca i wystawia człowieka na wielką próbę, z której nie zawsze wychodzi się obronną ręką.

„Ostatnia samarytanka” jest intrygującym thrillerem, momentami przesadzonym, ale jednocześnie wciągającym i na pewno oryginalnym. Trochę niedociągnięć jest, niekoniecznie uznam ją za najlepszą książkę autora, ale zdecydowanie polecam się z nią zapoznać. Rzuca sporo ciekawych punktów widzenia na ludzką psychikę, której tak naprawdę nigdy nie zgłębimy. Jako rozrywka – pierwszorzędna lektura!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Czwarta Strona / dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *