Książki

Zaczytana Madusia: „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” Wojciech Chmielarz – recenzja

Zastanawiam się, gdzie zgłosić propozycję ustanowienia nowego gatunku książki? Otóż uważam, że powinna pojawić się powieść chmielarzowa, w którym to nurcie zupełnie nieprzypadkowo wyspecjalizował się Wojciech Chmielarz. W jego twórczości zawsze znajdzie się ta charakterystyczna nuta, tak doskonale oddająca klimat jego powieści, ale jednocześnie niedająca się określić innym słowem niż „chmielarzowa”. I taka właśnie jest jego ostatnia książka „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”, na której recenzję dziś zapraszam!

Kiedy słyszę nazwisko „Chmielarz”, od razu wiem, że zapowiada się intrygująca i absolutnie jedyna w swoim rodzaju historia, taka właśnie idealnie chmielarzowa. Na przestrzeni lat autor wypracował tak charakterystyczny styl, że wystarczy zaledwie kilka stron, by rozpoznać jego twórczość. Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszej książki „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”, mimo iż wplata w nią, raczej rzadko u niego spotykane, motywy rodem z horroru, zaprawiając całość pewną dawką grozy. Osobiście jednak uważam, że jest tam ich tak mało, że zupełnie nie poczułam tego klimatu. I nie uważam tego za wadę, absolutnie! Jest chmielarzowo, tak jak być powinno!

Melancholijne, dość ponure zakątki Podkarpacia, takie, w których nawet diabeł nie chce mówić „dobranoc” stają się doskonałym tłem całej powieści. Głównym bohaterem jest Szwed, równie ponury jak okolica mężczyzna, żyjący na uboczu, starający radzić sobie ze swoimi demonami sprzed lat, jak również z pasierbicą, także ponurą i trudną jak wszystko wokół. Generalnie optymistyczna ta historia to nie jest, ale to wszechobecne poczucie beznadziei i braku perspektyw na zmianę, z każdą kolejną stroną zasysa czytelnika coraz głębiej. I to do tego stopnia, że pomimo objętości ponad sześciuset stronicowej, pochłonęłam ją w jeden dzień.

Chmielarz doskonale uchwycił szorstką atmosferę małego miasteczka, gdzie wszyscy się znajdą, wiedzą o sobie praktycznie wszystko, ale gdy pojawia się ktoś obcy, zwierają szyki, żeby go nie dopuścić do swojego wewnętrznego kręgu. A pomimo tej pozornej hermetyczności, niedopowiedzenia i sekrety wyzierają z każdej powały domu, przypominając o sobie w nienajlepszych momentach. To zdecydowanie jedna z tych historii, gdy poczucie niepokoju towarzyszy czytelnikowi przez całą lekturę, nie odpuszczając nawet na moment, a nawet w niektórych momentach to uczucie staje się niemalże namacalne. Tak, autor perfekcyjnie radzi sobie z budowaniem napięcia, nie cackając się zbytnio ze swoimi bohaterami, przez co często towarzyszymy im w naprawdę niewygodnych sytuacjach. Chwilami nie wiadomo, czego się spodziewać, chociaż zastrzegam, że gwałtownych zwrotów akcji nie uświadczycie – i absolutnie nie są potrzebne. Co innego robi tu robotę. I to naprawdę świetną!

„Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” to książka wyjątkowa pod wieloma względami, ponieważ naprawdę ciężko jest ją wrzucić w jakiekolwiek ramy czy też porównać do jakiejkolwiek innej. Może to też wynikać z faktu, że horrory nie należą do grupy moich ulubionych gatunków, ale coś tam się czytało i na pewno nie jest podobne do niczego innego. Tak jak pisałam na wstępie, Wojciech Chmielarz stworzył swoją własną kategorię książek i chociaż „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” nie stanie się moim największym ulubieńcem (w moim serduszku tylko komisarz Mortka <3), to był to naprawdę kawał interesującej lektury. Psychologicznie miodzio, bohaterowie tak cudnie nieidealni, ale przez to tak bardzo prawdziwi i ten mroczny nastrój, który snuł się za mną na długo jeszcze po zakończeniu lektury. Polecam!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Marginesy/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *