Zaczytana Madusia: „Zagłada domu Usherów i inne opowiadania” Edgar Allan Poe – recenzja
Klasyka literatury to nie tylko dobrze znane romanse czy powieści obyczajowe, znajdzie się tam też miejsce dla gotyckich utworów Edgara Allana Poe. Aż strach się przyznać, że pomimo prawie już czterech dekad życia na karku, jego twórczość była dla mnie ciągle terra incognita i dopiero pojawienie się nowego, zachwycającego tomiku sprawiło, że zapoznałam się z nim bliżej. I ach, cóż to było za spotkanie! Zapraszam na recenzję!

„Zagłada domu Usherów i inne opowiadania” to tomik dziewięciu opowiadań wielkiego mistrza grozy, które pozwalając spojrzeć szeroko na jego twórczość. Akurat tytułowe opowiadanie najmniej przypadło mi do gustu, nie poczuliśmy wspólnego flow, ale nie mogę nie zwrócić uwagi na język, którym autor się posługuje. Chociaż chwilami czuć, że Poe tworzył w dziewiętnastym wieku, zupełnie nie przeszkadza to w pełnym zrozumieniu treści przez współczesnego czytelnika. Mnie osobiście zachwyciła jego plastyczność i skupienie się na detalach, a jednocześnie taka zwięzłość formy, by nie szafować niepotrzebnymi upiększeniami.
Szczególnej uwadze polecam najkrótsze opowiadanie, „Portret owalny” w tłumaczeniu Bolesława Leśmiana (tak, tego od Malinowego Chruśniaka), będącego doskonałym przykładem, że nie zawsze ilość słów ma znaczenie (tak, to piszę ja, uwielbiająca wszelkie opasłe tomiszcza). Edgar nie potrzebuje ich wiele, by nakreślić atmosferę pełną niepewności, niepokoju i grozy czającej się gdzieś nieopodal. I mimo iż nie zawsze wysuwa się ona na pierwszy plan, to przez cały czas świetnie zdajemy sobie sprawę z jej istnienia, ale i tak napięcie w każdej chwili może nas zaskoczyć. Brzmi to trochę paradoksalnie, ale tego właśnie dopatrzyłam się w twórczości autora.
Nie spotkamy się tu jednak z typową grozą wyskakująca zza szafy czy spod łóżka – nie, Poe nie zniża się do poziomu kuglarskich sztuczek bazujących na prostych efektach. U niego jest to wszystko wyważone i z dużą klasą, aczkolwiek wszystko nieuchronnie zmierza do destrukcji, następującej na różnych płaszczyznach i z przeróżnych powodów. Cały zbiór został skomponowany tak, aby ukazać jak największy przekrój twórczości mistrza grozy, nie brak w nim fragmentów filozoficznych czy też mocno psychologicznych, zmuszających czytelnika do coraz to większych umysłowych wygibasów. I zdecydowanie podoba mi się to!
„Zagłada domu Usherów i inne opowiadania” w pięknym, niby to trochę kieszonkowym, ale nie do końca, wydaniu od wydawnictwa Uroboros wyróżnia się zdecydowanie niezwykle dopracowaną formą. Czarna twarda oprawa, operowanie turkusowo-białą linią i to nie tylko na okładce, ale też w tytułach opowiadań czy zamieszczonych w środku rycinach – wszystko to razem prezentuje się naprawdę przepięknie. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że uroczo, aczkolwiek tematyka zdecydowanie do takowych nie należy. Jeśli spotkanie z mistrzem grozy jest jeszcze przed Wami, polecam sięgnąć po ten właśnie tomik, daje świetny przegląd twórczości Edgara. Miodzio!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Uroboros/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



