Zaczytana Madusia: „Dahmer. Prawdziwa historia seryjnego mordercy” Anne E. Schwartz – recenzja
Istnieje spore grono osób, które uwielbiają sięgać po mroczne historie, zwłaszcza gdy opierają się na prawdziwych historiach. Nieprzypadkowo nurt true crime tak szybko osiągnął niezwykłą popularność, czego wyrazem jest rosnąca liczba osób zaangażowanych w jego tworzenie, chociaż nie mam tu na myśli głównych bohaterów tych przerażających opowieści. Wyjątkowo mocno zaś przyciągają ci, których można określić mianem „prawdziwie złych”, co najczęściej tyczy się seryjnych morderców. I dzisiaj przychodzę z recenzją książki o jednym z tych bardziej znanych – „Dahmer. Prawdziwa historia seryjnego mordercy” autorstwa Anne E. Schwartz – zapraszam!

Aż trudno uwierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę i że komukolwiek przyszły do głowy takie pomysły, które Jeffrey Dahmer realizował w swoich mieszkaniach. I to niezwykle skutecznie na przestrzeni kilkunastu lat. Dzięki swojemu mrocznemu urokowi i niesamowitej charyzmie mógł działać właściwie bez przeszkód, chociaż kilka razy dopisało mu szczęście, że jego złowrogi proceder nie wyszedł na jaw. Siedemnastu mężczyzn i chłopców nie przeżyło spotkania z Dahmerem, a większość z nich nie zaznało spokoju nawet po śmierci. Jeffrey najczęściej polował na młodych homoseksualnych chłopców, kusząc ich ofertą zrobienia zdjęć w jego mieszkaniu, aczkolwiek nie był to jego jedyny scenariusz. Po ujawnieniu wszystkich zbrodni pojawiły się oskarżenia także o rasizm, bowiem większość jego ofiar była ciemnoskóra, ale dla Dahmera kolor nie miał żadnego znaczenia. On po prostu chciał zabijać.
Trzydzieści pięć lat temu, w jedną z lipcowych nocy, dwóch policjantów zobaczyło uciekającego w kajdankach mężczyznę, jak się szybko okazało, z mieszkania Jeffreya Dahmlera. W trakcie interwencji dokonali prawdziwie makabrycznego odkrycia, bowiem w lodówce natknęli się na trzy ludzkie czaszki, a w całym mieszkaniu na różne części ciała co najmniej kolejnych jedenastu ofiar. Ten obraz został z nimi na zawsze, ale zachowali zimną krew, wzywając wsparcie i dokonując zatrzymania Dahmera. Autorka książki, korzystając z wiadomości od swojego nigdy nieujawnionego informatora, w środku nocy zerwała się z łóżka i jego pierwsza, a przez długi czas jedyna, z dziennikarzy znalazła się na miejscu zbrodni. Ciężko powiedzieć, żeby miała szczęście, gdyż ta sprawa zdeterminowała całe jej przyszłe życie, ale dziennikarsko trafiła na prawdziwą żyłę złota. To na jej relacjach opierały się wszystkie pierwsze przekazy, to jej udało się osobiście porozmawiać ze świadkami (nie tylko osobami postronnymi, ale też samymi policjantami), ale przede wszystkim sama na własne oczy widziała naprawdę sporo. I wykorzystała to w słusznej sprawie.
Ten reportaż jest właśnie pokłosiem tamtych doświadczeń, uzupełnionych o wszystkie zdobyte później szczegóły. To prawdziwie kompleksowo opowiedziana historia, w którą naprawdę ciężko uwierzyć, że miała miejsce. Nie jest to tylko zapis historii Jeffreya Dahmera, autorka skupiła się również na osobach bezpośrednio związanych ze sprawą, jak chociażby na policjantach, których podjęli zgłoszenie (chociaż równie dobrze mogli je zignorować), ale też i na tych, którzy wcześniej zbagatelizowali podobną sytuację i oddali uciekającego chłopaka w ręce mordercy. Ta sytuacja mocno ich później dotknęła, zwłaszcza że oddany pod opiekę Dahmera chłopak nie przeżył tego spotkania. W tym momencie należy zauważyć, że gdyby ktokolwiek pochylił się wtedy nad historią mężczyzny, do dalszych zbrodni wcale nie musiałoby dojść – miał on już bowiem w swojej przeszłości epizod więzienny, gdzie spędził 10 miesięcy, ale przede wszystkim został też później zarejestrowany na liście przestępców seksualnych i skierowany na leczenie. Wystarczyło go tylko wylegitymować i sprawdzić – tak niewiele, a jednak przez zaniechanie policjantów mógł spokojnie działać. Oburzenie społeczne po wyjściu na jaw tej sytuacji było ogromne, mocno odbiło się też na samych funkcjonariuszach, choć nie brakowało im obrońców. Szukanie winnych po fakcie zawsze jest takie proste.
„Dahmer. Prawdziwa historia seryjnego mordercy” przeprowadza czytelnika przez całe śledztwo i proces, aż do stosunkowo szybkiej śmierci mężczyzny w więzieniu. Ujęcie całej sprawy z wielu perspektyw, w tym osób zaangażowanych w jej rozwiązanie, jak i samego Dahmera sprawia, że ta książka staje się najpełniejszym opracowaniem, po które zdecydowanie warto sięgnąć. Tylko należy być przygotowanym na dużą dawkę okrucieństw i ogromną dawkę dosadnych opisów, gdyż mężczyzna lubił eksperymentować z ludzkimi ciałami po śmierci, co budziło jeszcze większą grozę niż same morderstwa. A na pewno obrzydzenie i niesmak, przynajmniej w moim przypadku. Mimo tylu nieprzyjemności uważam, że to kawał świetnego reportażu i na pewno każdy fan true crime powinien go mieć na swoich regałach. Polecam!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Filia Na Faktach/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



