Zaczytana Madusia: „Pieśń zbuntowanych serc” Thirty Umrigar – recenzja
Pozdrowienia ze słonecznej Chorwacji, gdzie właśnie dojechaliśmy i z widokiem na śliczne morzko zabieram się za pisanie nieco zaległej recenzji. Temat zupełnie jednak nie jest wakacyjny, ale jest to książka z gatunku tych, które koniecznie należy przeczytać. Nie będzie to łatwa opowieść, pewnie dlatego, że powstała na kanwie prawdziwej historii i to takiej, która nigdy nie powinna się wydarzyć, a mimo to, w niektórych regionach świata ciągle jest czymś boleśnie aktualnym. Lektura „Pieśni zbuntowanych serc” to niepowtarzalne przeżycie, którym teraz chcę się z Wami podzielić.

Najtrudniej jest dotrzymać obietnic, które złożyliśmy samym sobie. Szczególnie jeśli o pomoc prosi nas przyjaciel, który znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Przed takim właśnie wyborem stanęła Smita, indyjsko-amerykańska dziennikarka, która postanowiła, że po traumatycznym dzieciństwie nigdy więcej nie wróci do Indii i przez lata skutecznie tego unikała. Kiedy jednak przyjaciółka dzwoni ze szpitala z prośbą o pomoc w czasie, gdy przebywa w szpitalu w Bombaju i nie obejdzie się bez niej, Smita przerywa urlop na rajskich wyspach i przylatuje do stolicy Indii. Tej, w której jej noga nigdy więcej miała nie stanąć.
Na miejscu okazuje się, że została zwabiona nieco podstępem, bowiem jej pomoc jest niezbędna, ale w zupełnie innej kwestii niż się spodziewała. Zamiast opieki nad przyjaciółką, ma przejąć jej pracę i skupić się na napisaniu reportażu o wyjątkowym procesie sądowym, który w Indiach miał się stać prawdziwym precedensem. Meena, młodziutka kobieta u progu życia, została brutalna ukarana przez swoją rodzinę (a konkretniej braci) za to, że bez ich zgody zawarła małżeństwo z człowiekiem wyznającym inną religię, co w świecie indyjskim jest jedną z największych zbrodni. W najbliższym czasie ma zostać wydany wyrok sądu, w którym Meena usiłuje wywalczyć sprawiedliwość – i to nie dla siebie, tylko dla swojego dziecka, będącego owocem zakazanej miłości.
„Pieśń zbuntowanych serc” jest tak naprawdę podwójną opowieścią, w której losy Meeny splatają się z losami Smity, chociaż życie dla każdej z nich przewiduje zupełnie inne rozwiązanie. I jak historia Smity momentami, szczególnie na początku, może nieco irytować, tak w miarę rozwoju akcji i poznawania jej motywacji i tkwiących w niej drzazg, spogląda się na nią coraz łaskawszym okiem. Można ją porównać do rozkwitającego kwiatowego pąka, który potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji, by móc w pełni pokazać swoje piękno. Jednak to nie ona jest prawdziwym clue całej opowieści.
Tak naprawdę to historia biednej Meeny, najdzielniejszej kobiety świata, przeciwstawiającej się całemu swojemu środowisku i wychowaniu, by zawalczyć o miłość, do której nie chciała dopuścić. Ogrom cierpienia, które na nią spadło, cała jej wiara i nadzieja w to, że uda jej się uratować dziecko, traktowane przez nich jako obywatelka nowego, lepszego świata, w którym nie istnieją podziały kastowe i klasowe, gdzie nie ma znaczenia, w co wierzysz i co kochasz. Myślę, że przepłakałam przynajmniej połowę jej wątku, nie mogąc znieść tego całego cierpienia, niesprawiedliwości i bezsensu, którego w większości nie jestem w stanie zrozumieć, bo nasza kultura dopuszcza zupełnie inne wzorce. To naprawdę wstrząsające przeżycie i na pewno zostanie ze mną na bardzo, bardzo długo. Nawet jeśli chciałabym się go wcześniej pozbyć z pamięci, to nie podejrzewam, żebym była w stanie zapomnieć to całe okrucieństwo.
„Pieśń zbuntowanych serc” zasługuje na szczególną uwagę, opowiada bowiem o niezwykłych kobietach, które stają same naprzeciw całemu światu z nadzieję, że może uda im się sprawić, że będzie nieco lepiej. W tak bolesnych kwestiach wykluwają się małe zmiany, dające nadzieję, że następnym pokoleniom będzie łatwiej. Mocno wierzę w to, że tak się stanie, chociaż patrząc po obecnych wydarzeniach na świecie, ta nadzieja jest nieco wątlejsza, ale ciągle się tli. A dopóki ludzie wierzą i walczą w obronie swoich przekonań, świat ma jeszcze szansę. I w tym właśnie utwierdziła mnie historia Meeny i Smity. Koniecznie musicie ją przeczytać, nie wolno puścić w niepamięć tej historii. Po prostu nie wolno!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Znak Jednym Słowem/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



