Zaczytana Madusia: „Ślepą, czarną nocą” Przemysław Piotrowski – recenzja
Październik, niemal koniec świata, kilka minut przed zmierzchem, że tak zacznę dziś parafrazując Marcina Świetlickiego. Za tydzień będziemy już po zmianie czasu i znów wieczory będą długie i ciemne, tak cudownie sprzyjające czytaniu, że wprost nie mogę się ich doczekać. I razem z tymi melancholijnymi godzinami, nadejdzie też czas na nieco mroczniejsze powieści niż zwykle, więc spokojnie mogę powiedzieć, że Przemysław Piotrowski ze swoją najnowszą książką trafił idealnie w nastrój. „Ślepą, czarną nocą” to kontynuacja „W ciemnym, głodnym lesie”, która budziła we mnie mnóstwo niepokoju. Czy drugi tom przygód Niny Baceli dorównał pierwszemu? Koniecznie czytajcie dalej!

„Ten, kto walczy z potworami, powinien uważać, by samemu nie stać się potworem. A jeśli długo wpatrujesz się w otchłań, otchłań także wpatruje się w ciebie.” Słynny aforyzm Friedricha Nietzschego idealnie pasuje jako motto serii książek z Niną Bacelą w roli głównej. Tom pierwszy jej przygód, „W ciemnym, głodnym lesie” dostarczył mnóstwa emocji, bez znajomości których sięganie po drugą część „Ślepą, czarną nocą” nie ma większego sensu. Za dużo wynika z wcześniejszych wydarzeń, żeby móc czytać je osobno, także moim zdaniem, nie warto się zupełnie porywać na takie rozwiązanie, zmarnujecie jedynie czas i w większości uznacie lekturę za kompletną stratę czasu. Co innego jednak, gdy pierwszy tom czytaliście niedawno…
W sercu Borów Tucholskich, na jednym z miejscowych cmentarzy, w płytko zakopanej trumnie, policja znajduje ciało mężczyzny. Pozornie ta sytuacja nie powinna raczej nikogo dziwić, rzecz to dość normalna, że na cmentarzu znajdują się trumny ze zwłokami, jednak ta wyróżnia się szczególnie – otóż okazuje się, że leżący w środku mężczyzna został najprawdopodobniej pogrzebany żywcem, na co wskazują ślady na wieku. A to już brzmi jak grubsza sprawa. Gdy prowadząca śledztwo aspirant Wiktoria Sarnecka zaczyna podejrzewać, że ta zbrodnia związana jest z niedawnymi zaginięciami trzech mężczyzn, a dodatkowo wiąże się z bieszczadzką sprawą, od razu na myśl przychodzi jej dziennikarka Nina Bacela, biorąca bezpośredni udział w tamtych wydarzeniach. Jednak kontakt z nią nie należy do najprostszych, a jej wiarygodność dla większości osób postronnych szoruje po dnie. Mimo to kobiety postanawiają działać razem, na przekór wszystkim.
Bo jak wiadomo nie od dzisiaj, gdzie diabeł nie może, tam babę pośle, a co dopiero dwie! Żadna z nich nie spodziewa się jednak, czego ta sprawa będzie od nich wymagać i jakie będą tego konsekwencje. Dziennikarka ciągle nie może poradzić sobie z traumą wydarzeń sprzed kilku miesięcy (i tak, podkreślę to jeszcze raz, tu niezbędna jest znajomość pierwszego tomu), parafrazując Nietzchego, otchłań nie może przestać się jej przyglądać, ba! nieprzerwanie mąci jej w głowie, przez co sama nie w pełni ufa swojemu osądowi, co policjantce skutecznie utrudnia momentami pracę. A ta nie wybacza, każda chwila zwłoki (hehe) pociąga za sobą kolejne, nieodwracalne konsekwencje. Walka z czasem ciągle trwa.
Przemysław Piotrowski po raz kolejny udowodnił, że potrafi bawić się konwencją, stawiając na intrygujące połączenia różnych gatunków, tworząc oryginalną całość, którą czyta się naprawdę świetnie! I chociaż osobiście nie przepadam za strachami w książkach, tak tutaj cały mroczny anturaż doskonale odegrał swoją rolę. Książka jest mroczna, oj bardzo mroczna, budząca niepokój, niepozwalająca się odłożyć, a jednocześnie jest tak strasznie irytująca, bo żadne znane schematy nie mają tu zastosowania. I kiedy wydaje się, że wreszcie już złapałam o co chodzi, to szybko dowiaduję się, że wcale tak nie jest i sytuacja gmatwa się jeszcze bardziej. Tak trochę ze śmiechem to piszę, bo to takie spore poczucie dyskomfortu, gdy ciągle ktoś wyprowadza cię w pole.
„Ślepą, czarną nocą” jako kontynuacja „W ciemnym, głodnym lesie” jest naprawdę niecodzienną, wymykającą się jednoznacznej ocenie powieścią. Sam zresztą autor świetnie podsumowuje na koniec, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż ta historia to zupełnie coś zupełnie innego niż jego wcześniejsze powieści. Zmiana klimatu, elementy horroru i zjawisk nie do końca wytłumaczalnych, sięganie po inspiracje z natury, to wszystko naprawdę zacnie połączyło się w zgrabną całość. Mnie się podobało, to była taka przyjemna odskocznia od wszystkiego tego, co czytam na co dzień, chociaż mroczniejsza i jeszcze bardziej pokręcona. Dobre 7,5/10 zbliżające się do ósemeczki! Na ten nadchodzący czas sprawdzi się idealnie. Tylko pamiętajcie, koniecznie trzeba przeczytać pierwszą część!
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Czarna Owca/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



