Zaczytana Madusia: „Wieczór panieński” Agata Zamarska – recenzja przedpremierowa
Wielkimi krokami zbliża się końcówka października, a wraz z nią kolejne dwie środy wypełnione po brzegi doskonale zapowiadającymi się premierami. Część z nich, dzięki uprzejmości wydawnictw, mam możliwość przeczytać wcześniej i przygotować ich przedpremierowe recenzje, oczywiście jeśli tylko nic po drodze się nie wydarzy. Dzisiaj pierwsza z nich, chociaż skutecznie utrudniają mi jej pisanie obrady Sejmu, bo dzieje się, oj dzieje. Są jednak rzeczy ważne i ważniejsze, a „Wieczór panieński”, nowa propozycja od Agaty Zamarskiej, zdecydowanie zasługuje na uwagę!

Wieczór panieński to taka okazja, która powinna z założenia być niezapomniana, aczkolwiek często jej szczegóły giną w oparach ciężkiej nocy. Wiadomo, nie wszystkie, ale kobiety też potrafią zaszaleć, nawet jeśli w planach była spokojna posiadówka w wygodnym domku pod lasem i w gronie dającym się policzyć na palcach jednej dłoni.
Lipcowy weekend, Wioska Rybacka pełna drewnianych domków, położonych malowniczo przy lesie i jeziorze. To właśnie w takim miejscu grupie przyjaciółek przyszło celebrować wieczór panieński jednej z nich – najpierw obowiązkowe gry towarzyskie sprawdzające znajomość partnera i zwyczajów małżeńskich nadchodzącej panny młodej, a później mocno zakrapiana impreza w pobliskim klubie, któremu raczej bliżej do swojskiej tańcbudy niż eleganckiego lokalu. Pozornie nic nie zwiastuje problemów, ale duszna atmosfera miejsca zaczyna udzielać się kobietom, tym mocniej im więcej alkoholu krąży w ich organizmach. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że łączące je więzy są dość luźne i niekoniecznie takie, które widać na pierwszy (trzeźwy rzut oka). Szybko okazuje się, że każda z bohaterek ma swój charakterek, co skutkuje coraz to bardziej rosnącymi niesnaskami. Koniec końców noc mija błyskawicznie, sen nie przynosi wytchnienia, a po przebudzeniu jednej z kobiet brakuje. I nikt nie wie, co się z nią stało. A przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja.
Tym bardziej zaskakujące jest spotkanie po latach, gdy bohaterki tamtych wydarzeń znów spotykają się w samotnym domu na skraju lasu. I kiedy wydaje nam się, że rozwiązanie zagadki jest tuż tuż, to sytuacja gmatwa się jeszcze bardziej. Na to dodatkowo nakładają się często zmieniające się perspektywy, bowiem historie poznajemy praktycznie z punktu widzenia każdej osoby biorącej udział w pamiętnym wieczorem panieńskim. Kiedy jeszcze dołożymy początkowo niejasne przeskoki czasowe, to przyznam szczerze, że momentami sama się gubiłam w fabule, co utrudniało mi swobodne poruszanie się w tej historii. Na szczęście nie trwa to zbyt długo, ale może sprawiać dyskomfort w trakcie lektury.
„Wieczór panieński” stoi na wysokim poziomie, Agata Zamarska po raz kolejny udowadnia, że w tworzeniu psychologicznych portretów polskie autorki nie mają się czego wstydzić, ba! niektóre zagraniczne autorki bestsellerów mogłyby się u nich uczyć warsztatu. I to najsilniejsza strona tego thrillera, złożoność bohaterów, ich rozwój i przemiany na przestrzeni lat, a także atmosfera pełna nieprzewidywalności i zagrożenia, które czai się za rogiem, mimo iż nie spodziewamy się, z której strony ostatecznie nadejdzie. Myślę, że każdy szanujący się fan thrillerów psychologicznych zachwyci się tą historią, chociaż zapewne żadna z czytelniczek nie chciałabym tak spędzić swojego wieczoru panieńskiego. Szanujące się 7,5/10, też zbliżające się ku ósemeczce!
Premiera jutro, 21.10.2026.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Filia Mroczna Strona/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



