Książki

Zaczytana Madusia: „Watra” Grzegorz Brudnik – recenzja

I rozpoczynamy listopad! Znów sporo się działo, ale powoli przychodzi ten nieco spokojniejszy okres, gdy można złapać tchu i nabrać wiatru w żagle. W pracy akurat jest to dla mnie wyjątkowo zakręcony czas, ale nie samą robotą człowiek przecież żyje, więc spodziewajcie się tutaj większego ruchu, bo i zaległości ciągle mam spore. I tyle dobrego do przekazania, że powinnam pisać codziennie. Pewnie tak się nie stanie, ale zdecydowanie końcówka roku ma upłynąć lepiej pod względem regularności. Żeby dobrze rozpocząć miesiąc, to zaczniemy od książki petardy – nowy Grzegorz Brudnik i jego fenomenalna „Watra”! Czytajcie koniecznie!

Coraz częściej autorzy łączą w swoich książkach bohaterów z różnych cykli powieściowych. Zdecydowanie w tej materii wyróżnia się Remigiusz Mróz, które uniwersum chyłkowe rozciąga się przepotężnie, ale inni pisarze nie pozostają w tyle. I muszę przyznać, że styl, w jakim Grzegorz Brudnik dołączył do tego trendu jest absolutnie fenomenalny. „Watra” to historia, którą pochłania się z zapartym tchem, która zapada głęboko w serduszku i nie pozwala o sobie zapomnieć, nawet kilkanaście dni po tym, gdy zamknęło się papierowy egzemplarz po przeczytaniu ostatniej strony.

Inspektor Katarzyna Łezka szykuje się do konfrontacji z najinteligentniejszym seryjnym zabójcą, z którym przyszło się jej do tej pory mierzyć. Wie doskonale, że sama nie podoła temu zadaniu i potrzebuje wsparcia najlepszych fachowców, nawet jeśli osobiście za nimi nie przepada bądź też takich, którzy postanowili porzucić wszystko i zaszyć się w domku na Mazurach. Nie wspominając o czworonożnym bohaterze, którego to postać zdecydowanie należy do grona tych, którzy na zawsze zostają w pamięci czytelników. Tak, Sierść na zawsze w moim serduszku. <3 I młody Gazda też, mimo wszystkich jego wad.

Jaworznickie „Malediwy” stają się miejscem zbrodni, gdy zostaje w nim odnalezione ciało dawnego gangstera. W trakcie nocnego wyzwania czterech harcerzy nie wraca z zaśnieżonego szklaku, a w samochodzie zaparkowanym na zjeździe w wiaduktu ktoś porzuca ciało młodej policjantki. Przed śledczymi niełatwe zadanie, bowiem muszą odnaleźć powiązanie między powyższymi wydarzeniami a napadem na konwój ze złotem sprzed dziesięciu lat i zamkniętą kopalnią w Rudzie Śląskiej. Łezka i Lichy, Cyra, Gniewosz, Korsarz, Rusłan łączą wspólnie siły, ale ich działania determinuje szybko upływający czas, który działa na niekorzyść zaginionych harcerzy. Z każdą bowiem kolejną upływającą godziną szanse na ich ratunek niebezpiecznie maleją. A do tego wszystkiego jeszcze cień Gazdy, krążącego w pobliżu, czekającego tylko na odpowiedni moment. Tu nie ma łatwych rozwiązań czy prostych spraw.

Nie mam bladego pojęcia jak Brudnik to zrobił, ale „Watra” jest po prostu doskonała. Sięgając po swoich ikonicznych bohaterów stworzył tak płynną narrację, że ta opowieść po prostu mknie do przodu, jednocześnie każąc się zatrzymać, by zastanowić się nad rozterkami naszych ulubieńców, których tu zdecydowanie nie brakuje. I chociaż książka skupia się na wielu naprawdę trudnych tematach, to nie sposób pozbyć się wrażenia niesłychanej lekkości tej historii. Ciężko to jednoznacznie wytłumaczyć, ale myślę, że wszyscy fani autora doskonale wiedzą, co mam na myśli.

Ta książka to prawdziwy hołd od autora dla czytelników jak i swoich własnych bohaterów, taka wisienka na trocie wieńcząca dotychczasową twórczość, prawdziwa perła w koronie. Moim skromnym zdaniem Brudnik popełnił najlepszą książkę w swojej karierze i sam zawiesił sobie poprzeczkę niezwykle wysoko – łącząc w jednym uniwersum, przy jednej sprawie, ukochane postacie tysięcy czytelników, ciężko będzie mu przebić to połączenie. Na szczęście już wiemy, że Łezka powróci, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ba! ta cała historia stała się doskonałym wstępem do jej nowego życia, bez cieni przeszłości, które ciągle czaiły się za jej plecami. Już nie mogę się doczekać!

Gratulacje dla autora, tak poruszającej książki, splatającej jednocześnie tyle przeróżnych wątków, która jednocześnie nie stała się zbyt chaotyczna i przepakowana bezsensownymi wstawkami, potrzebowaliśmy! To doskonałość w najpełniejszej postaci, daleka od niepotrzebnego patosu i przegadania, wyważona i pełna mrugnięć do czytelnika – to spotkanie ze starymi przyjaciółmi na nowym gruncie, które nigdy nie straci na znaczeniu i nie przeminie z naszej pamięci. Jestem totalnie oczarowana i zachwycona, a wszystkie najpiękniejsze słowa zachwytu wydają się zbyt małe, by wyrazić te wszystkie emocje, których „Watra” mi dostarczyła. Bierzcie i czytajcie, toż to nawet 12/10!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Filia Mroczna Strona/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *