Podróże

Włoskie opowieści: tyle słońca w całym Bergamo. ;)

       Od dwóch dni w Krakowie widać pierwsze nieśmiałe oznaki wiosny- zrobiło się zdecydowanie cieplej i wreszcie świeci słońce. Przyznam szczerze, że tego brakuje mi najbardziej, dlatego z rozrzewnieniem wspominam Włochy, gdzie słońca mieliśmy pod dostatkiem. 😉 Zanim jednak przejdę do tematu, chciałabym podziękować wszystkim, którzy wsparli mnie w konkursie na blog roku. Co prawda, do finałowej dziesiątki nie udało mi się dostać, ale i tak jestem zadowolona, szczególnie że przy okazji usłyszałam sporo miłych opinii o tym co robię. Za wszystkie głosy i dobre słowa pięknie dziękuję i zapraszam do słonecznego Bergamo po raz drugi.  🙂

         Rano zjedliśmy typowo włoskie śniadanie (kawa i Nutella), spakowaliśmy walizki, żeby szybko zwolnić pokój i zostawić je w przechowalni w budynku dworca autobusowego. Mieliśmy w planach kilka godzin łażenia po mieście, więc głupio byłoby ciągnąć za sobą bagaże. A przechowalnia bardzo sympatyczna, samoobsługowa i za cztery euro. 😉 Stamtąd ruszyliśmy znaną nam już drogą prowadzącą prosto do Alta Citta (czyli górnego miasta), jednak skręciliśmy niedługo w prawo aby zobaczyć kościół San Bartolomeo, a później kościół San Spirito, mieszczące się wzdłuż spacerowej ulicy Torquato Tasso. W blasku porannego słońca robiły wrażenie. A to był dopiero początek. 🙂

rzeźba za dworcem autobusowym. 🙂
kościół S. Bartolomeo
via T. Tasso
kościół S. Spirito.

       Trasa wycieczkowa po dolnym mieście była naszpikowana właśnie takimi kościołami, jednak nas bardziej ciągnęło do widoczków, więc zachwycaliśmy się nimi stosunkowo krótko. Z każdym krokiem zbliżaliśmy się do Citta Alta, tym razem innym wejściem niż dnia wcześniejszego, bowiem dostaliśmy się do niego przez bramę San\’t Agostino. Zaraz obok niej znajduje się fantastyczny park, do którego oczywiście od razu poszliśmy. Widoki stamtąd były naprawdę oszałamiające. 🙂

przed bramą- po lewej widoczne fragmenty murów.
idealne miejsce na plac zabaw. 🙂
oprzeć się nie mogłam- dosłownie i w przenośni. 🙂

       Oszołomieni widokami ruszyliśmy dalej przed siebie, bowiem następny punkt wycieczki był chyba najbardziej przez nas wyczekiwanym. Wspinaliśmy się pod górę, aby dotrzeć na wzgórze św. Eufemii, gdzie mieści się Rocca- dawna forteca, w której obecnie mieści się muzeum historyczne, które przy okazji zwiedziliśmy. Nas ciągnęło jednak ciut wyżej. 😉

Rocca widziana z parku augustynów.
brama wejściowa.

        Z racji tego, że byliśmy tam w piątek koło godziny dziesiątej rano, mieliśmy to szczęście, że byliśmy zupełnie sami. I bardzo dobrze, bo nasze okrzyki zachwytu mogłyby nieco innym przeszkadzać. A zachwycaliśmy się długo i głośno. 😉 I ciężko jest powiedzieć, co bardziej nam się podobało- czy prosta jak stół Lombardia, rozciągająca się u naszych stóp czy też ośnieżone szczyty górskie z drugiej strony czy też piękne wieże górnego miasta. Chyba z pół godziny co najmniej spędziliśmy na górze, spacerując po murach tej dawnej fortecy. Zdecydowanie jest to obowiązkowy punkt widokowy podczas zwiedzania Bergamo. 🙂

na tle wież. 🙂
miasto leżało u naszych stóp. 🙂
mury spacerowe. 🙂
zbliżenie na wieże. 🙂
a w tle ośnieżone szczyty gór. 🙂
flaga na bastionie.
i jeszcze raz wieże. <3
Rocca- rzut oka na wnętrze.

       Wokół dawnej fortecy mieści się kolejny park, obfitujący w piękne widoczki, a także w różne pomniki upamiętniające włoskie wojska. Nawet prawdziwy czołg walczący w II wojnie światowej znalazł tam swoje miejsce. 😉

        Niestety, czas nas gonił i nie mogliśmy zostać dłużej na wzgórzu, więc ruszyliśmy na Piazza Vecchia, żeby zobaczyć jak prezentuje się w blasku słońca. Trzeba przyznać, że wyglądała lepiej niż wieczorem, słońce pięknie ją rozświetlało, a nam zaczynało chcieć się jeść. Nauczeni już dniem wcześniejszym szukaliśmy piekarni, w której można nabyć kawałek pizzy. I znaleźliśmy taką niedaleko placu na via Colleoni. Akurat chyba trafiliśmy na przerwę szkolną, bo cała była wypełniona uczniami, którzy także kupowali głównie pizzę. Stwierdziliśmy, że skoro tylu miejscowych jest tutaj, to na pewno miejsce jest sprawdzone i dobre. Ale to czego spróbowaliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania i bez dwóch zdań określam to najlepszą pizzą jaką jadłam w życiu. Absolutnie fantastyczna- szynka parmeńska i jakiś serek, bodajże lekko pleśniowy, bo nie znałam wcześniej tego smaku. Już po pierwszym kęsie pożałowaliśmy, że wzięliśmy tylko jeden kawałek. Pychota! 🙂

        Przepełnieni pyszną włoską specjalnością ruszyliśmy w kierunku kolejnego wzgórza- San Vigilio, na którym mieściły się ruiny zamku z dwunastego wieku. Mieliśmy wielkie szczęście, bo udało nam się załapać na ostatni kurs kolejki przed trzygodzinną przerwą. Sama jazda trwała raptem kilka minut, ale z trasy kolejki też roztaczały się piękne widoki, przede wszystkim na wieże Citta Alta.

       Obecnie zamek nie robi już wielkiego wrażenia, ale spełnia się jako idealny taras widokowy. Generalnie wyżej położone punkt Begramo są stworzone do podziwiania okolicy, tak niezwykle zróżnicowanej. I jak samo miasto (szczególnie Citta Alta) należy do niezwykle przyjemnych, tak widoki powalają. Naprawdę, dawno nic tak mi się nie podobało jak widoki w Lombardii. Na San Vigilio też głównie je podziwialiśmy, wracając do starego miasta już na własnych nogach niezwykle malowniczą drogą. 🙂

       Na zakończenie naszej wizyty w Bergamo postanowiliśmy jeszcze kilkadziesiąt minut spędzić na murach weneckich, korzystając z faktu, że było samo południe i słoneczko pięknie przygrzewało. Musieliśmy to wykorzystać, bo dostawaliśmy wtedy informacje, że w Krakowie zaczyna padać śnieg. Trzeba było łapać promienie słońca na zapas. 😉

        Wracaliśmy tą samą drogą co dzień wcześniej, przez bramę św. Jakuba, która w słońcu prezentowała się jeszcze piękniej niż wieczorem. A ścieżka między drzewami zupełnie straciła swój przerażający wygląd i była po prostu piękną scenerią. 🙂

       Szybkim krokiem wróciliśmy na dworzec, odebraliśmy bagaże i poczekaliśmy na autobus na lotnisko, bo tam postanowiliśmy łapać autokar do Mediolanu. Z tym też nie było żadnego problemu i po kilku minutach od pojawienia się na lotnisku byliśmy już w drodze do Mediolanu. 🙂
        Podsumowując, Bergamo było strzałem w dziesiątkę, jednym z bardziej urokliwych miast, w którym byłam do tej pory. Jest to, wg mnie, konieczny punkt podczas wyjazdu do Lombardii i bardzo niesłusznie jest ono pomijane w drodze do Mediolanu. Warto się tu zatrzymać chociaż na kilka godzin. 🙂

~~Madusia.

36 komentarzy

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *