Książki

Zaczytana Madusia: „Malachit. Sumienia półszlachetne” Michał Wierzba – recenzja premierowa

Zwykle w miesiącu przypada taka jedna środa, gdy ilość premier książkowych potrafi przytłoczyć i właśnie dziś nadszedł ten dzień. Już od kilku dni rozwiązał się na blogasku worek z recenzjami przedpremierowymi, a to ciągle nawet nie połowa tego, co mam w planach. Zaskakująco sporo pojawia się drugich tomów powieści i „Malachit” zalicza się do tego grona. Po doskonale przyjętym „Agacie”, wobec drugiego tomu cyklu „Sumienia półszlachetne” miałam naprawdę spore oczekiwania i z recenzji dowiecie się, czy Michał Wierzba im podołał. Zachęcam do przeczytania!

Charyzmatyczny i wyjątkowo zakręcony (chociaż lepiej pasuje określenie „pokręcony”) komisarz Leon Deker w końcu się doigrał. Po burzliwych wydarzeniach z pierwszego tomu, gdy poznaliśmy go jako niepokornego byłego tajniaka uzależnionego od leków przeciwbólowych, początek „Malachitu” może czytelnika mocno zaskoczyć. Otóż Leon po zawarciu w zaskakujących okolicznościach „umowy” z komendantem wojewódzkim trafił na wygnanie z wrocławskiej policji na zapomniany przez praktycznie wszystkich malutki komisariat w Niezgodzie. Cicha i spokojna praca biurowa nie jest jednak mu pisana, gdy trafia na trop wiążący się ze zbrodnią sprzed prawie trzech dekad. A że na bezrybiu (aczkolwiek temat ryb jest mocno eksploatowany w książce) i rak ryba, to Leon zaczyna się interesować sprawą.

Okazuje się, że sielsko wyglądające dolnośląskie bagna stały się doskonałą scenerią działań seryjnego mordercy. I to nie byle jakiego, mężczyzna bowiem lubował się w porywaniu i torturowaniu młodych dziewcząt, siejąc postrach w okolicy. Kiedy po ponad dwudziestu pięciu latach sprawa wydaje się wracać, staje się obiektem zainteresowania pary podkasterów, beztrosko węszących i lekceważących coraz mniej potencjalne zagrożenie. Wśród pięknych okoliczności przyrody zło rozgościło się na nowo, a może tak naprawdę nigdy nie opuściło tej okolicy? Deker będzie miał co robić.

Dobrowolne zesłanie na koniec świata mocno wpłynęło na komisarza, pomijając fakt, że jego stopień też uległ zmianie. Mężczyzna stracił sporo ze swojego brutalnego uroku i trochę się pogubił, o czym świadczy jego relacja z kobietami, a szczególnie jedną. Mimo iż w pierwszym tomie łączyła nas szorstka relacja, tak tutaj czułam się rozczarowana jego przemianą i chwilami lektura mnie nudziła. Na szczęście małomiasteczkowe problemy lokalnego komisariatu i pracujące tam osoby nieco mi to wynagrodziły, powiedziałabym nawet, że ten wątek momentami ratował całą historię, aczkolwiek ten kryminalny też jest zdecydowanie na plus. Nie należy do przyjemnych, bywa przerażająco okrutny i mocno odczłowieczający ofiary, ale też zaskakuje, co w kryminałach zawsze jest dobrze widziane. I choć ciężko napisać, że mi się to podobało, to czytałam go z zapartym tchem.

„Malachit” nie jest złym kryminałem, aczkolwiek to pierwszy tom tej serii podobał mi się bardziej. Główny bohater nieco stracił swój mroczny pazur, zmiana lokalizacji niekoniecznie najlepiej na niego wpłynęła, aczkolwiek zbrodnia została skonstruowała w sposób niemalże doskonały. Ciężko mi jednoznacznie ocenić książkę, bo miała naprawdę dużo świetnych momentów, ale te kilka słabszych wpływało jednak na jej odbiór. Mimo to, warto sięgnąć po „Malachit”, bo autor wie co robi i to ciągle jest kawał zacnej historii. Aczkolwiek kończyłam go z nadzieją, że w trzecim tomie Leon nieco się ogarnie. 😉

/*współpraca barterowa z wydawnictwem W.A.B. / dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *