Książki

Zaczytana Madusia: „Francesca i Nunziata” Maria Orsini Natale – recenzja

Ależ mi tych kilka ostatnich dni upłynęło błyskawicznie. Tych kilka dni urlopu jest już tylko miłym wspomnieniem, ale doskonale spełniły swoją rolę, także jestem bardzo zadowolona. A dzisiaj wreszcie skończą się mistrzostwa świata w piłce nożnej i będzie można wrócić do normalnego trybu funkcjonowania, bo jednak te wieczorno-nocne mecze dawały mi ostro w kość. W kwestii zaś recenzji mam przygotowany i dokładnie rozpisany plan na najbliższe dwa tygodnie (!!!), także zapnijcie pasy i lecimy, bo już w pierwszej zabieram Was do słonecznej Italii. „Francesca i Nunziata” niezwykła włoska saga w cieniu Wezuwiusza, polecają się idealnie na letnie wieczory!

Ciepły letni wiatr, zapach cytryn unoszący się w powietrzu, rozbrzmiewający wokoło gwar głosów dorosłych i dziecięcych śmiechów. I makaron, wszędzie makaron, świeżo wysuszony na sznurkach wiszących jak pranie, oprószający mąką tych, którzy nieopatrznie znajdą się nieopodal. Kiedyś tak właśnie wyglądała jego produkcja, szczególnie na Półwyspie Apenińskim, gdzie żywot swój od połowy dziewiętnastego wieku wiedzie malutka Francesca wraz ze swoją wielką rodziną, składającą się głównie z kobiet. Głową rodziny jest jej dziadek, niejaki Giuseppe, wyrabiający własnoręcznie najpyszniejszy makaron w okolicy. Oczywiście produkcja pasty zajmuje całą rodzinę, każdy ma w niej swoją własną rolę, a tą najważniejszą sprawuje babka Trofimena. Świat naszej bohaterki nie jest skomplikowany, chowa się radośnie, a jej żywa inteligencja sprawia, że to właśnie jej Giuseppe poświęca najwięcej czasu, przyuczając sekretów wytwarzania makaronu, co Francesca wykorzystać w przyszłości.

Nunziata pojawi się w tej historii nieco później, gdy Francesca będzie już mężatką z dziewiątką dzieci, a jednocześnie kobietą odnoszącą znaczące sukcesy w makaroniarskim światku. Kiedy jedna z jej córek zapadnie na ciężką chorobę, a następnie niemalże cudownie ozdrowieje, chociaż praktycznie nikt nie dawał jej szans na przeżycie, Francesca postanawia odwdzięczyć się światu, adoptując ośmioletnią sierotę. Relacja łączące te dwie postacie od samego początku będzie mocno nietypowa, bowiem Francesca chowa Nunziatę jak własne dziecko, jednocześnie powierzając jej całą swoją wiedzę na temat rodzinnej produkcji. W przyszłości zaprocentuje to dość niespodziewanie, wystawiając więzi między kobietami na wiele różnych prób. Łatwo na pewno nie będzie.

Maria Orsini Natale snując opowieść o tych nietuzinkowych kobietach, przybliża nam jednocześnie współczesną historię Włoch, poczynając od Wiosny Ludów, a kończąc tuż przed nadciągnięciem katastrofy drugiej wojny światowej. Na szczególną uwagę zasługuje spojrzenie na proces zjednoczenia Włoch, który z lekcji historii jawi nam się jako coś wspaniałego, zaś perspektywa dziadka Giuseppe świadczy zupełnie o czymś innym. Wysoko cenię sobie książki, z których jestem w stanie dowiedzieć się czegoś nowego, co perfekcyjnie splata się fikcyjnymi wydarzeniami, tworząc fantastyczną i porywającą historię.

„Francesca i Nunziata” to powieść wyjątkowa, także pod względem prowadzonej narracji. Tak naprawdę tytułowe główne bohaterki nie opowiadają nam swoich historii, nie, one jedynie uczestniczą w niektórych wydarzeniach. Nie do końca przepadam za fragmentami mówiącymi o tym co będzie, z dopiskiem: „ale ona o tym jeszcze nie wiedziała” itp. Czasem zdarza się jednak, że taki zwrot powoduje u mnie fontannę płaczu, ale to nie był ten przypadek, tutaj mnie te wstawki mocno irytowały. Na szczęście to jedna z niewielu uwag, jakie mam do prowadzonej narracji, chociaż momentami brakowało mi jasnego punktu widzenia samych bohaterek, wyjątkowo mocno powściągliwych w swoich uczuciach czy ocenach. Jakoś tak jestem bardziej przyzwyczajona do faktu, że Włosi są mocno ekspresyjni i głośno okazują swoje emocje – tu akurat Francesca i Nunziata są wyjątkami.

Trzeba mieć w sobie dużo odwagi, żeby w latach gwałtownych przemian samemu ogarniać własny interes, szczególnie gdy jest się kobietą. Z założenia słaba płeć nie powinna zajmować się handlem czy produkcją, ich rolą w drugiej połowie dziewiętnastego wieku było dobrze wyglądać, troszczyć się o dom i rodzić dzieci. I owszem, obie główne bohaterki wypełniają te obowiązki bez wahania (nawet jeśli niekoniecznie im po drodze ze ślubnym), ale jednocześnie twardą ręką rządzą swoimi fabrykami, skupiając się na produkcji makaronu. Nie zapominajmy, że on też jest jednym z bohaterów tej powieści, a od jego nazw można dostać momentami aż zawrotów głowy. Francesca i Nunziata udowadniają, że w męskim świecie kobieta też może znaleźć własne miejsce, ale wymaga to od niej podwójnie cięższej pracy niż w przypadku mężczyzn, którym taka rola jest przypisana z założenia.

„Francesca i Nunziata” to typowa saga rodzinna, momentami niezbyt dynamiczna, pełna opisów, smaków i zapachów, budująca swój ciepły klimat za pośrednictwem obrazów pełnych uczuć i ciepła. Niezwykłe więzi, nie tylko te wynikające z krwi, ale także te z wyboru, to mocna strona powieści, chociaż relacja Francesci i Nunziaty nie zawsze jest łatwa, szczególnie gdy ta druga już dorośnie. W tej opowieści każdy sukces ma swoją własną cenę, której brzemię niekiedy trzeba dźwigać ze sobą do końca życia, co wiąże się często z zaskakującymi konsekwencjami. Dawno nie czytałam tak klimatycznej powieści, urokliwej, sielskiej i swojskiej, a jednocześnie bezwzględnej i bolesnej, bo tak to przecież w życiu bywa. To zdecydowanie jedna z tych książek, której warto poświęcić swój czas, bo dużo dobrego się z tej lektury wyciągnie. Polecam z całego serduszka!

/*współpraca barterowa z wydawnictwem Znak Koncept/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *