Zaczytana Madusia: „Homer na nasze czasy” Marek Węcowski – recenzja
Od kilku dni w kinach rekordy oglądalności bije mocno kontrowersyjna wersja „Odysei”, budząca jednak sporo zachwytów. Sama też zamierzam się na nią wybrać, chociaż nie wiem, czy przypadnie mi do gustu, bowiem z estetyką i klimatem Nolana nie zawsze jest mi po drodze. Na tej wezbranej fali wzmożonego zainteresowania twórczością Homera, zanotowaliśmy sporo wznowień jego największych dzieł, a wydawnictwa wytaczają naprawdę mocne działa, kusząc oszałamiającymi wydaniami – sama jeszcze dzielnie się wzbraniam, ale pewnie niedługo. I trochę też w tym temacie będzie dzisiejsza recenzja, chociaż „Homer na nasze czasy” autorstwa Marka Węcowskiego to zdecydowanie więcej niż zwykłe naukowe opracowanie. O wiele, wiele więcej! Zapraszam na recenzję!

Starożytność fascynuje wielu. Fragmentaryczne relacje, ogromne wykopaliska i przypadkowe odkrycia, doszukiwania się sensu w rzeczach, o których tak naprawdę nie mamy pojęcia, często jest to poruszanie się zupełnie po omacku i na ślepo. Wielkie eposy, zachwycające na przestrzeni wieków, wyśpiewywane bądź też recytowane przez ślepego starca, dzielącego się swoimi historiami z tymi, którzy przystawali, żeby go wysłuchać. Mniej więcej takie wyobrażenie wynosimy z czasów szkolnych, jeśli chodzi o „Iliadę” i „Odyseję”, których części poznajemy na kolejnych etapach edukacji. I tylko czasem zaświta nam w głowie pytanie, czy tak właśnie naprawdę było, bo przecież niewiele rzeczy jest udokumentowanych czarno na białym i to w sposób zrozumiały dla współczesnych. Tak, starożytność fascynuje, ale jednocześnie ciągle mnóstwo jeszcze przed nami skrywa. I zapewne nigdy się nie dowiemy, jak to naprawdę wszystko wyglądało.
„Homer na nasze czasy” to monumentalne dzieło polskiego badacza starożytności, Marka Węcowskiego, przed których chylę kapelusza jako niespełniona historyczka. Ta opowieść jest pokłosiem porażającego pod względem ilości researchu i skupienia się na tak drobnych detalach, praktycznie zwykle pomijanych. Zebranie wszystkich starożytnych okruszków, podsypanie ich najnowszymi odkryciami i teoriami, a wszystko to w przystępnej formie, to niewątpliwe atuty książki. Oczywiście, nie sposób zaprzeczyć, że jest ona naszpikowana nazwiskami, mnóstwem wątków pobocznych i dygresji, co chwilami bywało mocno męczące. Autor nie ograniczył się do wyświechtanych treści, ze swadą prawdziwego barda wciąga coraz głębiej czytelnika w ten cały homerowy świat, sprawiając, że w trakcie lektury aż przesiąkamy jej klimatem.
Zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, aczkolwiek doceni ją na pewno każdy wielbiciel historii, jak również i literatury. Wszak Węcowski nie pozostaje w swym dziele jedynie w starożytności, razem z nim przemierzamy epoki i miejsca, odnajdując odniesienia do twórczości Homera między innymi u Mickiewicza czy Tołstoja. Pomimo upływu trzech tysięcy lat od napisania – i to moja dygresja, że autor udowadnia czytelnikowi, że pismo było dobrze znane w okresie działalności Homera, więc jest spora szansa, że pierwotna forma eposów została zapisana – razem z autorem odkrywamy, iż jest ona wyjątkowo uniwersalna i w wielu kwestiach można ją doskonale odnieść do współczesności. Świadczy to o ponadczasowości użytych motywów, przewijających się bez przerwy na przestrzeni wielu wieków. Fascynujące!
Nie brak tu także szczegółowej analizy poszczególnych pieśni „Iliady” i „Odysei”, rzucających zupełnie inne spojrzenie niż to, które poznaliśmy w szkole. Jeśli planujecie ponownie sięgnąć po lekturę tych najbardziej znanych eposów, to na pewno warto najpierw przeczytać „Homera na nasze czasy”, bowiem dzięki wyjaśnieniom zawartym w tej książce, zwrócimy uwagę na zupełnie inne kwestie niż przy pierwszym poznaniu. To nowe spojrzenie to coś absolutnie niesamowitego, pozwala dostrzec rzeczy na pozór niewidoczne, oparte bowiem o pewien kontekst, który zyskujemy po lekturze książki Węcowskiego.
„Homer na nasze czasy” to lektura wymagająca sporego skupienia i uwagi, momentami przytłaczająca swoją szczegółowością, ale jakże owocna i satysfakcjonująca. Nie jest to książka, którą pyknie się na jeden raz, ona zmusza do myślenia, a także zachęca do samodzielnego łączenia kropek – starożytność, w tym omawiane tu bliżej dzieła Homera, kryją w sobie jeszcze mnóstwo sekretów do odkrycia. Być może ta książka stanie się przyczynkiem do samodzielnego zgłębiania wiedzy, kto wie. Na mnie na pewno podziałała mobilizująco, by znów zanurzyć się w lekturze „Iliady” i „Odysei”, abym samodzielnie odkryła te wszystkie uniwersalne prawdy, które ciągle w sobie skrywa. Polecam, choć nie każdy się nią zachwyci.
/*współpraca barterowa z wydawnictwem Znak LiteraNova/ dziękuję za egzemplarz do recenzji.



